Respawn.pl

Strona główna » Budżetowy gryzoń zaskoczył! Recenzja Dream Machines DM4 Evo S i podkładki DreamPad Rough Control

Budżetowy gryzoń zaskoczył! Recenzja Dream Machines DM4 Evo S i podkładki DreamPad Rough Control

Autor: Krzysztof Sarna

Bezsprzecznie myszka jest jednym z tych elementów wyposażenia stanowiska gracza, który ma nieoceniony wpływ na rozgrywkę. Trudno jest jednak sprostać wymaganiom gamerów, ponieważ na gryzonia składa się naprawdę wiele czynników, jak chociażby korpus urządzenia, zastosowane podzespoły czy funkcjonalność. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze cena. Dream Machines zaserwowało jednak coś naprawdę interesującego. Model DM4 Evo S może konkurować z o wiele droższymi. 

Dream Machines DM4 Evo S to mysz budżetowa. Polski producent zastosował w niej jednak topowe podzespoły, a mowa konkretnie o przełącznikach i sensorze. Nie uświadczymy tu przesytu, a raczej stonowanie i powiew minimalizmu. Na tym jednak nie kończymy, ponieważ w poniższej recenzji pod lupę wzięliśmy jeszcze podkładkę, DreamPad Rough Control. 

Specyfikacja techniczna DM4 Evo S:

Prędkość maksymalna:7.0 m/s
Wskaźnik odpytywania:1000 Hz
Przełączniki:  7 Kalih + scroll
Sensor:Optyczny PixArt PMW3370
USB:Pozłacane
DPI:400, 800, 1600, 3200, 5000, 19000
LOD (Odległość wzniesienia): ~1.8mm
Lewy przycisk:Kalih GM 80.000.000 kliknięć
Prawy przycisk: Kalih GM 80.000.000 kliknięć
Przełączniki boczne: 3.000.000 kliknięć
Scroll: Huano
Wymiary:129 x 66 x 40 mm
Waga:  97g (bez kabla)
Kabel:Kabel sznurówka (1.8m)
Powłoka: Matowa, czarna
Podświetlenie:  Logo, scroll, dół myszki

Specyfikacja DreamPad Rough Control: 

Typ powierzchni:Mikrofibra
Wymiary:400x350x4 mm /15.7×17.7×0.16′”
Spód podkładki: Anty-poślizgowy
Kolor: Czarny
Krawędzie: Szyte
Wodoodporność:Tak
Kompatybilność:Laserowy i optyczny sensor
Typ powierzchni:Speed&Control

Mysz

Opakowanie

Opakowanie myszy jest stosunkowo małe, a zarazem lekkie. Zdecydowanie dominuje tu czarny kolor, z wyjątkiem frontu, gdzie otrzymaliśmy mieszankę neonowych pasków. Na pierwszym planie dostrzeżemy logo producenta wraz z modelem, a także odbitkę samego gryzonia. 

Po lewej stronie z kolei znajdziemy zielone paski na niebiesko-fioletowym tle, a także biały napis “DM4 EVO S”. Na przeciwległym boku z kolei plasuje się bardzo schludny napis w postaci “DREAM MACHINES”. Na górze, a właściwie to klapie kartonu, został powtórzony zabieg z lewego boku.

Można być nieco zaskoczonym w stosunku co do tylnej części pudełka, ponieważ na nim nie ujrzymy opisu najważniejszych funkcji, jak ma to miejsce w zdecydowanej większości peryferiów gamingowych. Na górze ponownie autor podkreślił, z jakim modelem obcujemy, a do tego dodał odbitkę lewej strony myszki i dał do zrozumienia, że produkt został wyposażony w przewód w stylu sznurowadła, przełączniki Kalih GM 8.0 oraz sensor optyczny PixArt 3370.

Bezsprzecznie idzie wyczuć zachowany spory minimalizm w kwestii samego opakowania. Dream Machines nie przekombinowało, pudełko jest schludne i nie ma w nim przesytu. Najciekawsze jest jednak to, jak ten minimalizm z kartonu przełożyły się na sam sprzęt, za który właśnie się zabiera. 

Unboxing

Proces odpakowania myszki DM4 Evo S to najprostszy z najprostszych sposobów. Do samego środka dostaniemy się już po odlepieniu plasterka taśmy, który został naklejony przez autora na samej klapie.

Tak więc wewnątrz spotykamy się z bardzo cienkim, czarnym “korytkiem”, w którym leży główne danie. Całości towarzyszy i jednocześnie zabezpiecza przed przemieszczaniem w transporcie przezroczysta pokrywa, która została wyżłobiona pod kształt myszki, a także na przestrzeń dla przewodu. Mimo tego, że drugie pudełko specjalnego wrażenia nie robi, tak jest ono, jak najbardziej w porządku. Trudno jednocześnie oczekiwać czegoś bardziej wybitnego, wszak już na samym starcie należy zaznaczyć, że na oficjalnej stronie producenta mysz kosztuje dokładnie 139 złotych.

Na korytku Dream Machines umieściło luzem paletkę z czterema zapasowymi ślizgaczami, które są białe. Tak też w bardzo łatwy sposób możemy wydedukować, że będziemy mieć styczność z białymi ślizgami, co dla mnie samego jest sporą nowością. 

Na tym nie kończymy procesu unboxingu, ponieważ w środku została jeszcze instrukcja. Byłbym bardziej skłonny powiedzieć, że jest to swego rodzaju przewodnik, aniżeli instrukcja. Jest bardzo cienka, ponieważ sama zawartość to zaledwie trzy strony. Wszystko jest przedstawione graficznie, co zresztą możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. 

Pierwsze wrażenia

Po dwóch pierwszych sekcjach trudno było o super dobre wrażenia. Jeżeli miałbym mówić o “okładce”, czyli opakowaniu i procesie unboxingu, to moje odczucia były po prostu dobre. Niczego nadzwyczajnego ani specjalnego, co mogłoby mnie zaskoczyć nie było. Należy jednak ponownie podkreślić, że trudno oczekiwać, nie wiadomo jakich bajerów dookoła myszki w tym budżecie cenowym, aczkolwiek są już i tacy producenci, którzy udowodnili, że można. Poniekąd jako niespodziankę mogę potraktować kolor ślizgaczy, wszak te są białe. Do tej pory miałem okazję testować przeszło piętnaście myszek, a to dopiero pierwsza, w której ta część jest w bieli. Jestem niezmiernie ciekawy, jak takie rozwiązanie sprawdzi się w praktyce i czy nie będzie zbierać brudu. 

Najbardziej należy się skupić na pierwszych wrażeniach dotyczących samego sprzętu, bowiem to właśnie on interesuje nas najbardziej. 

Kiedy w specyfikacji przeczytałem, że waga gryzonia bez kabla to 97 gramów pomyślałem sobie, że będzie przyjemnie. Po pierwszym kontakcie, a właściwie to wzięciu myszki do dłoni poczułem, jakoby ta była nieco za ciężka. Chwilę później, po dłuższym kontakcie doszedłem do wniosku, że przesady nie ma, aczkolwiek gdyby producent zszedł o tę “dyszkę” to byłoby bardzo dobrze. 

Po przejrzeniu przewodu moje odczucia były pozytywne. Określenie kabla jako “sznurówki” przez twórców ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo oplot nie przylega sztywno do kabla, a pozostawione jest trochę luzu pomiędzy kablem a właśnie materiałem. Fajnym ruchem jest także pozłocenie styku. 

Budowa i wygląd

DM4 Evo S została wykonana głównie z czarnego tworzywa sztucznego, a dokładniej to plastikowego matu. Głównie, bo oczywiście na pokładzie znajdą się pojedyncze elementy, które od tej normy odbiegają. Podobnie jest zresztą z samą kolorystyką produktu, ponieważ dominuje czarny, aczkolwiek w nielicznych przestrzeniach spotkamy się z szarym. 

Mówiąc o samym korpusie, każdy powinien dostrzec stosunkowo płaską obudowę, która jest przeznaczona dla praworęcznego konsumenta. Przez to gryzoń sprawia wrażenie długiego. Co do samej wagi, to tę można oszacować do stu gramów. Teoretycznie, jak i praktycznie dla mnie jest ona nieco za duża, ale sądzę, że dla nieco większych osób nie będzie to stanowić problemu. Musimy wziąć pod uwagę, że jestem bardzo małej budowy ciała, a myszkę za lekką uważam wtedy, gdy waży poniżej 80 gramów, tak więc pokierowałem się tu subiektywnością. 

Wracając jednak do samego designu, to bezsprzecznie klasyfikuje się on pod ergonomicznego. Dłoń się nie wysuwa i leży dobrze na gryzoniu. Chwytając za myszkę trudno o niewygodę, jest po prostu przyzwoicie. 

Jak już wspomniałem, zdecydowana większość to matowy plastik. Odstępstwo od tej reguły znajdziemy przede wszystkim na rolce, środkowym panelu i przyciskach służących do zmiany DPI, a także dwóch klikach z lewej strony produktu, które obsługiwane będą przez kciuka. Idąc w dół, w miejscu, w którym spoczywać będzie nasza dłoń, pojawiło się logo producenta, które po podłączeniu myszy do komputera będzie podświetlane. 

Recenzowany model został wyposażony łącznie w siedem przycisków. Dwa z nich stanowią oczywiście główne klikacze. Trzecim jest scroll, a do pięciu dobijemy po dodaniu dwóch guzików służących do zmiany wartości DPI. Dwoma ostatnimi są z kolei te po lewej stronie, dzięki którym możemy przykładowo usprawnić nawigację podczas korzystania z przeglądarki, aczkolwiek te także świetnie sprawdzą się w wielu grach. 

Bardzo ciekawie jest na spodzie, gdzie zastaniemy cztery, białe teflonowe ślizgacze. Dwa na samej górze, aczkolwiek nie są one symetryczne. Trzeci w kształcie prostokąta uplasowany został wokół sensora, a sam spód został pokryty największym ślizgiem. Ponadto po lewej stronie od sensora dodany został włącznik/wyłącznik podświetlenia obwódki z samego dołu. Należy pamiętać, że zajmuje on się samą obwódką, a nie całym podświetleniem, bowiem kwestii iluminacji ulega rolka i logo w dolnej części korpusu.

Całość kończy luźny przewód w oplocie o łącznej długości 1,8 metra. Raz jeszcze należy powtórzyć, że określenie kabla mianem sznurówki jest naprawdę trafne. Materiał nie jest ściśle spojony z przewodem. Na samym końcu znajduje się to, co odpowiada za komunikację z komputerem, czyli pozłacane złącze USB typu A. 

Działanie, użytkowanie

DM4 Evo S mimo tego, że nie jest urządzeniem z najwyższej półki i trzeba sobie to otwarcie powiedzieć – zostało wyposażone w topowe podzespoły. Mamy tu przecież na dwóch głównych przyciskach doskonale znane przełączniki Kalih GM 8.0 o zadeklarowanej żywotności aż 80 milionów kliknięć. Producent postawił także na znany sensor optyczny, jakim jest PixArt PMW3370. Dzięki temu możemy manewrować pomiędzy sześcioma wartościami DPI: 400, 800, 1600, 3200, 5000, 19000. 

Używanie dwóch głównych przycisków, które oparte są na przełącznikach Kalih GM 8.0 to czysta przyjemność. Czas aktywacji jest wręcz momentalny, a same kliki niezbyt głośne. Rolka chodzi poprawnie, wyczuwalny jest skok. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to do głośności pracy. O wiele inaczej jest już w przypadku przycisków służących do zmiany DPI, które wciska się dosyć ciężko. Dwa kliki po lewej stronie chodzą również dobrze, jak te główne, aczkolwiek tutaj wyczuwalna jest nutka płytkości. 

Całe urządzenie leży przyzwoicie w dłoni, chociaż nie sposób odnieść wrażenia, że jest przeznaczone dla tych mniejszych i średnich dłoni, aniżeli większych. Gryzoń dzięki zastosowanym czterem ślizgaczom dobrze pływa po podkładce, a przy tym nie jest nader się ślizgającą. Przy korzystaniu z DM4 Evo S stosowałem palm gripa i wydaje mi się, że to właśnie ten chwyt najlepiej sprawdzi się w tym modelu.

Bardzo przyjemnie spisuje się podświetlenie, które nie razi w oczy i należycie spełnia swoją funkcję. Mnogość funkcji, a jedynie minimalizm miejsc, w których występuje iluminacja, jedynie utrzymuje mnie w stwierdzeniu, że Dream Machines wie, czym jest umiar, wypośrodkowanie, a jednocześnie minimalizm.

Kabel-sznurówka to strzał w dziesiątkę, bowiem ten się nie plącze. Bywały i takie momenty, w których zapomniałem w ogóle o tym, że korzystam z myszki przewodowej. Podobne rozwiązanie mogłoby być stosowane w o wiele droższych produktach.

Oprogramowanie

Mysz posiada dedykowane oprogramowanie, w które możemy się zaopatrzyć, pobierając je z oficjalnej strony producenta. Sama instalacja jest klasyczna, intuicyjna i co najważniejsze – przebiega bardzo szybko. Z początkowych plusów doliczyć także można mały rozmiar aplikacji. 

Oprogramowanie już na samym początku sprawia wrażenie bardzo przejrzystego. Trudno też nie odnieść wrażenia, że sam szablon jest dobrze, a wręcz bardzo dobrze znany. Miałem już okazję spotkać się z nim chociażby przy testowaniu Trusta Morfix GXT 970 czy KFA2 Slider-05. Czy to jednak źle? Wydaje mi się, że nie. Autorzy najprawdopodobniej nie chcieli eksperymentować z wydawaniem własnego software’u od podszewki, przez co postawili na znany sample. 

 

W drajwerze możemy sobie pozwolić na tworzenie profili, a także ich wyeksportowanie czy importowanie. Nikogo raczej nie powinien zdziwić fakt, że możemy tu do wszystkich siedmiu przycisków przypisać konkretne akcje czy funkcje innych klików. 

Nie zabrakło zakładki poświęconej ustawieniom DPI, w której nie tylko ustawiamy konkretne wartości rozdzielczości, ale także możemy przypisać im konkretny kolor. Jest także sekcja podświetlenia, w której są dwie możliwości: wybór efektu oraz prędkości. Co do efektów to trochę ich jest, bowiem kiedy doliczymy wyłączenie iluminacji, wówczas łącznie będzie ich dziesięć. A skoro mowa o podświetleniu, to pozwolę sobie wymienić dostępne jego konfiguracje: Tęcza, stały, oddychający, kolorowy ogon, neon, kolorowy stały, flicker, ogon oraz fala. 

Na tym jeszcze nie kończymy omawiania aplikacji, bo producent do użytku oddał jeszcze dwie rubryki. Pierwszą, a zasadniczo ogólnie to trzecią jest “Parametr myszki”. W tym miejscu dostosujemy czułość myszki, prędkość przewijania i prędkość dwu-kliku. W czwartej zakładce z kolei możemy wybrać jedną z czterech wartości próbkowania: 125 Hz, 250 Hz, 500 Hz oraz 1000 Hz.

Podsumowanie

Dream Machines DM4 Evo S wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że jest to myszka budżetowa, która cenowo najprawdopodobniej jest przystępna dla każdego, a jednocześnie łączy wiele cech, które po prostu są dobre. Producent zastosował minimalizm, ponieważ nie uświadczymy zbyt wielu bajerów czy też przesytu w podświetleniu. Marka skupiła się przede wszystkim na funkcjonalności samego gryzonia i trzeba przyznać, że to jej się udało.

Postawienie na znane komponenty to najlepsze, co mogło spotkać tę mysz. Dzięki temu DM4 Evo S sprawdzi się w zwykłym użytkowaniu, pracy biurowej czy też grach – wszystkich, czy to MMORPG, MOBA czy też FPS-ach. Przełączniki o żywotności aż 80 milionów kliknięć sprawią, że produkt posłuży na długo. Sensor optyczny PMW3370 zapewni natomiast doskonałą precyzję.

W zestawie zastaniemy dodatkową parę ślizgaczy, tak więc nie musimy się martwić o ewentualne zużycie pierwszej partii. Krótko rzecz ujmując, sprzętem tym nie podbijecie największych esportowych tytułów, ale na rozpoczęcie takiej przygody, czy grę na średniozaawansowanym poziomie nada się jak najbardziej. Co może być sporym paradoksem to fakt, że myszka za 139 PLN może śmiało konkurować z myszkami o wiele droższymi. 

Podkładka

Zawsze powtarzam, że myszka bez podkładki to coś, jak samochód bez paliwa, drzwi bez klucza czy komputer bez procesora. Po prostu nie istnieje. Oczywiście znajdą się i tacy, którzy będą użytkować gryzonie bez podkładek, aczkolwiek w środowisku graczy bardzo trudno jest się spotkać z taką sytuacją, o ile w ogóle idzie się z nią spotkać. 

Dream Machines dodało nam jeszcze podkładkę, a dokładnie to model Rough Control, którego wymiary to 45 x 35 centymetrów, a jej grubość to 4 mm. To swego rodzaju standardowy, a wręcz najpopularniejszy wymiar tego przedmiotu w dzisiejszych czasach, chociaż trzeba przyznać, że coraz bardziej rynek podbijają podkładki na całe biurka. 

Całość dotarła w czarnym, klasycznym jak dla podkładki opakowaniu. Tym razem otrzymaliśmy już o wiele więcej informacji na kartonie, aniżeli w przypadku myszki. Na samym starcie dowiemy się, między innymi, że DreamPad Rough Control została wykonana z gumy antypoślizgowej, krawędzie są obszyte, a także o wymiarach. Na opakowaniu zdecydowanie dominuje czarny kolor, któremu kontrastują białe napisy. 

Tuż po wyjęciu otrzymujemy podkładkę, która jest zabezpieczona zwykłą folią i za to należą się drobne, ale jednak wyrazy pochwały, dlatego że przy droższych propozycjach zdarza się, że twórcy do pudełka dają podkładkę luzem. Już teraz musimy sobie jasno powiedzieć, że propozycja od DreamMachines wcale droga nie jest, bowiem produkt ten otrzymamy już w cenie 39 złotych. 

Przestrzeń pod myszkę różni się od większości nam znanych, a to dlatego, że powierzchnia jest nieco chropowata. Pierwotnie byłem sceptycznie do tego nastawiony, jako że  we wszystkich podkładkach, które testowałem – przestrzeń była śliska. Po testach uznałem jednak, że jest to swego rodzaju ciekawe rozwiązanie, ponieważ wielkiej różnicy w ruchach myszą nie było. Co więcej – takie wykonanie pozwoliło mi na większą precyzję i dokładność przede wszystkim w takim tytule jak Counter-Strike: Global Offensive. 

Na podkładce na próżno szukać jakichkolwiek motywów czy wzorów, poza tym w lewym górnym rogu. Dream Machines w tym miejscu uplasowało metkę z własnym logo. Krawędzie jak już na samym pudełku jest zawarte, są obszywane. Zostało wykonane nawet starannie, dzięki czemu jest szansa na to, że produkt posłuży na lata. 

Warto jeszcze zajrzeć na sam spód, ponieważ to on w głównej mierze odpowiada za funkcjonalność całego układu. Dzięki antypoślizgowej gumie podkładka rzeczywiście jest statyczna i zabezpieczona przed przemieszczaniem się. Jeszcze co do samej gumy, to trudno jest mi ocenić jej jakość. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście wygląda dobrze, jednak jestem ciekawy, czy nie zniszczy się po przykładowym roku użytkowania. 

Co by jednak nie mówić, podkładka ta jest świetną propozycją dla osób, które nie potrzebują jej na całe biurko, czy też pod klawiaturę, a wyłącznie na samą myszkę. Dream Machines ponownie udowodniło, że w niewielkiej dla konsumenta cenie można zaoferować konkretny produkt. Nie inaczej jest w przypadku DreamPad Rough Control, w którym zarysowywuje się przede wszystkim świetny stosunek ceny do jakości. Przestrzeń pod mysz ma szansę na funkcjonowanie przez lata, dzięki czemu możemy sobie sprawić podkładkę tak naprawdę “za grosze”.