W ostatnim czasie rynek napojów energetyzujących wzbogacił się o pozycję od Jarosława „pashaBicepsa” Jarząbkowskiego. Nowym graczem okazało się Papito Energy, które oferuje dwa smaki, a także naturalną kofeinę. No właśnie. Co można powiedzieć o nowym napoju od zwycięzcy Majora?
Co oferuje Papito Energy?
Papito Energy to kolejny produkt na szerokim już rynku napojów energetyzujących. Ten jest niezwykle rozległy, choć nie brakowało już 'graczy’, którzy jak równie szybko weszli, tak też szybko zawinęli manatki. Osoba, która stoi za Papito Energy jak samemu określiła – to ona odpowiada za marketing. Nie ma dnia, by Jarosław Jarząbkowski za pośrednictwem swojego Instagrama nie promował swojego 'dziecka’ i to może być punktem zwrotnym dla powodzenia projektu. To, że pasha posiada oddaną społeczność, nikomu nie trzeba specjalnie wyjaśniać. Summa summarum, to jakość napoju decydować będzie o tym, czy triumfator Majora odniesie sukces i urwie kawałek tortu. Kiedy mamy już ten przynudnawy wstęp za sobą, czas przejść do meritum.
CZYTAJ TAKŻE: Falcons odrzuciło zaproszenie na duży turniej!
Jeśli chodzi o klasyczny smak Papito Energy, to mamy w tym przypadku do czynienia ze swego rodzaju smakiem spotykanym wśród konkurencji. Co prawda nuta i posmak minimalnie różnią się od pozostałych energetyków (moim zdaniem na plus, bo jednak napoje pokroju Tigera, Blacka czy N-Gine’a), to jednak 'baza’ różni się od typowego, szeregowego smaku. Tak samo zresztą jest z Dzikiem.
Show skrada jednak drugi wariant napoju od pashy, który sygnowany jest napisem „lemon mint flashbang”. Bez zbędnego słodzenia samemu twórcy zaznaczę, że jeszcze nigdzie nie piłem czegoś identycznego. Najbardziej wyczuwalna rzeczywiście jest cytryna wzorem z samej nazwy. Jednak połączenie nutki mięty sprawia, że jest puszka z jaskrawymi wstawkami nawiązuje niejako do smaku Sprite’a. Gdybym miał wybierać jeden z dwóch, postawiłbym właśnie na ten. Najlepszą kombinacją jest jednak szachowanie oboma, bo jeden na dłuższą metę może się znudzić. Idąc śladem lemon mint flashbang, chętnie widziałbym jeszcze coś z maliną na pokładzie.
Jeśli chodzi z kolei o naturalną kofeinę, która również jest jedną z cech charakterystycznych napoju od Jarząbkowskiego, to da się wyczuć pewną zmianę w opozycji do typowych pozycji. Przede wszystkim czas oddziaływania samego picia jest wydłużony. Jestem osobą, która bardzo często po spożyciu kofeiny (zwłaszcza po wypiciu kawy) zamiast czuć pobudzenie, jest bardziej znużona i chce jej się spać. To oczywiście nie jest zjawiskiem regularnym i w przypadku starszych napojów energetyzujących na rynku raz tak jest, raz nie. Po wypiciu kilku puszek od pashy owego zmęczenia nie było.
