Respawn.pl

Strona główna » Recenzja Genesis Krypton 555 i Carbon 400 XXL – białe jest piękne

Recenzja Genesis Krypton 555 i Carbon 400 XXL – białe jest piękne

Autor: Aleksander Kurcoń

Bez myszki i dobrej podkładki nie ma mowy o poważnym graniu w gry. Wie o tym Genesis, które przygotowało ciekawą, budżetową propozycję dla graczy. Przetestowałem myszkę Krypton 555 i podkładkę Carbon 400 XXL. Jakie mam odczucia?

Genesis Krypton 555 to mysz budżetowa. Polski producent odświeżył dobrze znane modele. Czy to w takim razie odgrzany kotlet? W żadnym wypadku, bo wręcz przeciwnie – jest to innowacja. Genesis bowiem w myszce Krypton 555 zastosowało nowinkę technologiczną w postaci nowego sensora. Dodatkowo przetestowaliśmy dla Was podkładkę tej samej firmy – Carbon 400 XXL. 

Specyfikacja techniczna Genesis Krypton 555:

Prędkość maksymalna:7.6 m/s
Wskaźnik odpytywania:1000 Hz
Przełączniki: 7, Kalih GM 4.0
Sensor:Optyczny PixArt PAW3333
USB:2.0
DPI:200 – 8000 DPI
LOD (Odległość wzniesienia): ~1 mm
Lewy przycisk:Kalih GM 60.000.000 kliknięć
Prawy przycisk: Kalih GM 60.000.000 kliknięć
Przełączniki boczne: 60.000.000 kliknięć
Scroll: Huano
Wymiary:128 x 68 x 42 mm
Waga:  70g (bez kabla)
Kabel:Kabel sznurówka (1.8m)
Powłoka: Matowa, biała
Podświetlenie: aRGB, grzbiet, scroll, dół myszki. 12 trybów

Specyfikacja Carbon 400 XXL White: 

Typ powierzchni:Tkanina/Guma
Wymiary:800x300x3 mm
Spód podkładki: Antypoślizgowy
Kolor:Biały
Krawędzie: Szyte
Wodoodporność:Tak
Kompatybilność:Laserowy i optyczny sensor
Typ powierzchni:Speed&Control

Mysz

Opakowanie

Opakowanie standardowe. Na froncie widzimy nazwę myszki, a także jej wygląd oraz najważniejsze cechy. Tutaj bez żadnego przełomu, zwykłe, bezpieczne opakowanie, z najważniejszymi informacjami. Ciekawym motywem jest umieszczenie zdjęcia myszki “z profilu” z boku opakowania. Możemy bez otwierania zobaczyć ją niemal ze wszystkich stron.

Z tyłu opakowania mamy dużo informacji, niestety większość po angielsku. Możemy zapoznać się ze specyfikacją, a także poznać najważniejsze cechy myszki opisane obrazowo. Istnieje kilkanaście wersji językowych skróconego opisu. Producent więc obszernie przedstawia nam produkt, pamiętajmy, że kupując chociażby w tradycyjnym sklepie produkt, opakowanie jest pierwszą powierzchnią reklamową z jaką mamy styczność. Doceniamy więc sporą dawkę informacji, po które np. nie musimy wówczas sięgać do internetu. Inni producenci coraz częściej stawiają na minimalizm, co nie jest zbyt wygodne właśnie we wspomnianym sklepie stacjonarnym. Ale dobrze, zabierzmy się w końcu za produkt.

Unboxing

Po otwarciu myszki mamy prosty kartonik, w którym jest umieszczony nasz dzisiejszy bohater. Z “gratisów”? Doceniamy to, że producent dokłada do sprzętu zapasowe ślizgacze, ale jest ich tylko dwie sztuki. Poza tym w pudełku znajduje się instrukcja obsługi. Uznajmy wspólnie, że myszka jest wystarczająco mało skomplikowanym urządzeniem, by tylko w krytycznych chwilach sięgać po tę ratującą tyłek książeczkę. 

Nadal odczucia raczej standardowe. Kupiliśmy w końcu myszkę, a nie mystery boxa, by oczekiwać cudów. Wszystko najważniejsze jest, oraz sam sprzęt jest wystarczająco dobrze zabezpieczony, by nie martwić się o niego przy transporcie. Przejdźmy do konkretów.

Pierwsze wrażenia

Wow. Dokładnie takie było moje pierwsze wrażenie, bardziej wizualne. Dlaczego? Bo estetyka producenta trafia idealnie w moje gusta. Oczywiście każdy ma swoje, niemniej jednak biały kolor myszy oraz nieco futurystyczne podejdzie w postaci “dziurawej” myszki na wzór plastrów miodu zdecydowanie mi pasuje. Osobiście od razu czuje skojarzenie z mapą CS:GO “Season” całkiem starą i być może niepamiętaną już tak dobrze. Tamta mapa miała podobną estetykę na jednym z bombsite’ów, czyli kolor biały i zielony wraz z figurami geometrycznymi “plastrami miodu”. Dość tej dygresji, przejdźmy dalej.

Pozytywnym zaskoczeniem był również kabel-sznurówka. Jest on przyjemniejszy w użytkowaniu od zwykłych, plastikowych kabli, które lubią się plątać. Bez mouse bungee, które przetrzyma nasz kabel, wydaje się, że opcja kabla-sznurówki jest najwygodniejsza do użytkowania. Zwłaszcza, jeśli korzysta się z laptopa i kabel przebywa w większości na biurku gracza. Wówczas “sznurówka” wygrywa zdecydowanie.

Kolejną rzeczą jest waga samej myszki, która jest określana przez producenta jako “ultralekka”. Cóż, Genesis tutaj nie kłamie, bo gryzoń waży zaledwie 70 gramów. Dla mnie osobiście była to duża zmiana, bo dotychczas korzystałem z myszki ważącej 100 gramów, czyli w pewnym sensie po przejściu na Kryptona 555 zredukowałem masę aż o 30%. Taka waga w niektórych przypadkach może działać na niekorzyść, jeśli ktoś lubi “czuć masę” pod ręką. Osobiście przyznam, że korzystanie z lżejszej wersji jest przyjemniejsze.

Budowa i wygląd

Genesis Krypton 555 został wykonany z plastikowego matu. Niestety zewnętrzna część myszki nie została wzbogacona o gumę, a jedynie o chropowatą powierzchnię. Warto dodać, że testowałem wersję białą, ale jest również czarna. I chociaż wersja biała jest bardzo ładna, tak pojawiły się u mnie obawy o utrzymanie czystości myszki. Podczas gry czy w ogóle użytkowania dłoń się przecież poci, nie zawsze jest też idealnie czysta. Pytanie, czy mysz wtedy nie zmieni nieco wyglądu po dłuższych kontaktach z dłonią.

Myszka budowę ma raczej standardową, o zwyczajniej wielkości. Osobiście mam nieco duże dłonie, a mimo to myszka nie sprawiała dla mnie wrażenia za małej. Posiadacze dużych dłoni nie mają się więc o co obawiać. Myszka ma odpowiednie wybrzuszenie, by dobrze leżeć w dłoni.

Jak zazwyczaj ciężko od razu przyzwyczaić się do nowej myszki, tak tutaj nie miałem z tym kompletnie problemu. Od pierwszego kontaktu nie czułem żadnego dyskomfortu i mogłem bez problemu zabrać się za korzystanie. Przyznam, że lekko mnie to zaskoczyło, gdyż każda przesiadka z myszki na inną była dla mnie raczej dużym przeżyciem. Tak samo jest, gdy korzystam chociażby z komputerów znajomych. Tutaj od razu dłoń idealnie leżała na myszce. Jedynie zabrakło mi, tak jak wspomniałem, gumowych dodatków po bokach myszki. Rozumiem jednak wybór plastiku, który przez swoją chropowatość lekko imituje gumę.

Inne szczegóły budowy. Przede wszystkim mysz posiada siedem przełączników. Dwa to standardowe klikacze, które są lekko wyprofilowane. Kolejne mają już inne zadania. Jeden przełącznik zmienia nam DPI w myszce, co jest wygodne podczas szybkiej zmiany czułości myszy i dopasowania jej do siebie. Kolejny przycisk, tuż obok tego od DPI, zajmuje się zmianą kolorystyki myszki. Łącznie gryzoń posiada 12 wersji kolorystycznego podświetlenia RGB, które robi wrażenie i urozmaici nasze biurko. Pozostałe dwa przyciski znajdują się po lewej stronie. Wszystkie można oczywiście dopasować pod siebie.

Samo wykonanie myszki jest stabilne. Nie trzeszczy ona pod mocniejszymi uciskami, klawisze także się nie kiwają. Trzeba tutaj oddać producentowi, że mimo budżetowej wersji przykuł uwagę do detali i na próżno tutaj szukać takich prostych wad, ale które często łatwo wychwycić w budżetówkach. Jednym zarzutem może być wałek przewijania. Scroll jest poprawny, ale nie chodzi on płynnie, a pojedyncze stopnie są wyczuwalne, trochę jak w starszych myszkach.

Co pod spodem? Raczej standard. Mamy dwa ślizgacze przeciętnej grubości, które na podkładce sprawują się dobrze. Są białe, więc pytanie jak będą wyglądać po dłuższym korzystaniu. Ponadto mamy przycisk, który możemy włączyć lub wyłączyć “LED MODE” czyli podświetlanie myszki. Dobre rozwiązanie, jeśli nie chcemy w nocy świecić jak choinka bożonarodzeniowa w ściemnionym pokoju. Nie każda firma praktykuje takie rozwiązanie w swoich zestawach, przez co jedynym sposobem na wyłączenie światełek jest… odłączenie myszki. 

Całość kończy luźny przewód w oplocie o łącznej długości 1,8 metra, w postaci kabla-sznurówki. Materiał nie jest ściśle spojony z przewodem. Na samym końcu znajduje się to, co odpowiada za komunikację z komputerem, czyli pozłacane złącze USB 2.0.

Działanie, użytkowanie

Przechodzimy do najważniejszego, czyli korzystania z myszki. W końcu po to ją kupujemy, a nie by sobie ją oglądać czy dotykać. To, co robi tutaj robotę jest PixArt PMW 3333 czyli nowinka technologiczna. Jest ona znakomita i mimo bardzo małego budżetu – myszka kosztuje poniżej 100 zł – sensor działa wspaniale. Jest o wiele lepszy niż jego poprzedniki. Według producenta prędkość maksymalna wynosi nawet ponad 7 m/s, czujnik bez problemu utrzymuje stałą wartość próbkowania, jest bardzo precyzyjny, dobrze sprawuje się w grze. DPI jakie możecie ustawić na myszce znajduje się w przedziale 200 do 8000. Istnieje łącznie sześć wartości, między którymi można manewrować.

Warto poświęcić więcej uwagi przełącznikom czyli Kalih GM 4.0 o żywotności 60 milionów kliknięć. Tak wyśrubowana liczba klików jest rzadko spotykana przy tym budżecie cenowym. Myszki poniżej 100 zł raczej mają 20-30 milionów kliknięć, jest to więc spora przewaga w wykonaniu Genesis Krypton 555 nad konkurencją. Można więc spokojnie zaufać Kalih GM 4.0, bo są to jedne z najwytrwalszych przełączników na rynku. Jedyne o co można się przyczepić to stosunkowo duża głośność kliku.

Jak ze ślizgaczami? Jest okej, chociaż mogło by być więcej. Niemniej jednak myszka dobrze sobie radzi i odpowiednio sunie po podkładce.

Co z podświetleniem? Jest przyjemne i różnorodne, myszka ma również kilka źródeł światła – przy scrollu, na krawędziach myszy oraz na grzbiecie, gdzie podświetla logo Genesis. Ponadto istnieje aż 12 trybów oświetlenia, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie – mniej lub bardziej dynamicznie. Jedyną wadą są ciemniejsze punkty na pasku strefy LED. 

Oprogramowanie

Mysz posiada dedykowane oprogramowanie, w które możemy się zaopatrzyć, pobierając je z oficjalnej strony producenta. Sama instalacja jest klasyczna, intuicyjna i co najważniejsze – przebiega bardzo szybko. Z początkowych plusów doliczyć także można mały rozmiar aplikacji. 

Oprogramowanie jest proste i każdy, kto nawet w niewielkim stopniu ma kontakt z takimi programami, połapie się o co chodzi. Na pierwszy “strzał” mamy kontakt z myszką i ustawieniami przycisków. Każdy z przełączników możemy dowolnie zaprogramować, a opcji jest naprawdę sporo. Ważne jest to, że mysz ma wbudowaną pamięć, dzięki czemu po odłączeniu jej od komputera i podłączeniu w innym miejscu, wszystkie ustawienia zostają zapisane. Nie trzeba ich konfigurować od nowa po “przeprowadzce” na inny sprzęt. 

Nie zabrakło zakładki poświęconej ustawieniom DPI, w której nie tylko ustawiamy konkretne wartości rozdzielczości, ale także możemy przypisać im konkretny kolor. O co chodzi z kolorami? Łączy się to z podświetlaniem myszki, bowiem ta przy scrollu i logu genesis ma stałe oświetlenie. W moim przypadku jest to zielony, bo właśnie taki kolor mam przypisany do drugiego poziomu ustawienia wskaźnika DPI. W ten sposób łatwo rozróżnić, bez dotykania myszki, z jakim poziomem DPI mamy do czynienia. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie.

Jest także sekcja podświetlenia, w której jest wiele możliwości. Możemy wybrać efekt, a także go zaprogramować – intensywność, szybkość, kolory. Mamy więc w rzeczywistości jeszcze więcej możliwości podświetlenia, niż 12 zestawów, o których mówi producent.

Istnieje jeszcze zakładka makro. Warto dodać, że w myszy możemy tworzyć profile, eksportować je, importować, zapisywać i dzięki temu grupować różne ustawienia myszy. 

Podsumowanie

Genesis Krypton 555 wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie, przede wszystkim z powodu swojego stosunku jakości do ceny. Przyznam, że moja dotychczasowa myszka jest droższa, a mimo to nie czuje różnicy między nią a produktem Genesis. Trafia również w moje gusta i poczucie estetyki, a także po prostu dobrze działa.

Genesis zadbało o to, byśmy za cenę poniżej 100 złotych otrzymali naprawdę solidną propozycję, nad którą warto się pochylić. Pamiętajmy, że jest to gamingowa wersja myszy, designerska, kolorowa, a mimo to nie kosztuje kroci, jak zdążyli nas przyzwyczaić producenci “gamingowego” sprzętu.

Mysz testowałem głównie w grze CS:GO, gdzie ma niebagatelne wrażenie. I co? Odczucia były bardzo dobre, bo właściwie nie potrzebowałem nawet godziny czasu, by przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. To jest dla mnie największe zaskoczenie – że tak łatwo przywyknąć do Kryptonu 555. A jeśli tak łatwo poszło, oznacza to, że producent wykonał naprawdę dobrą robotę i nie ma się tutaj do czego zbytnio przyczepić. Pierwsza zasada myszki to “nie przeszkadzać” w codziennym użytkowaniu. Genesis Krypton 555 zdecydowanie rozumie swoją rolę. Wyszło, mimo że zaryzykowano i postawiono na nowinkę technologiczną w postaci świetnego sensora.

Genesis stworzyło bardzo dobrą myszkę za przyzwoite pieniądze, które nie nadszarpną naszego budżetu, a mimo to myszka powinna służyć przez długi czas. Komponenty są na tyle wytrzymałe, że wyzwaniem będzie zajechanie tej myszy. Jest to bardzo dobra propozycja dla graczy, którzy nie chcą przepłacać, a chcą mieć ładną, porządną myszkę, która będzie odpowiadać im wymaganiom.

Podkładka

Przechodzimy do podkładki. Przyznam, że to pierwszy raz kiedy testuje tego typu podkładkę. Jest to bowiem Carbon 400 XXL White, czyli mata, która jest bardzo szeroka. Ma 80 centymetrów i przez to musiałem ją “upchnąć” pod laptopa. Jej wysokość zaś to 30 cm, grubość z kolei to 3 mm. Jest to więc mało standardowy wymiar, bo nie przypomina on normalnego prostokąta, do którego raczej każdy znasz przywykł. Tym bardziej miałem ochotę ją przetestować.

Pierwsze wrażenie? Bardzo ładna podkładka, bo biała, więc znakomicie komponuje się z myszką Genesis Krypton 555. Cena? Okolice 50-60 złotych, więc też całkiem nieźle i budżetowo, dlatego polecam kupować od razu pełny zestaw mysz + podkładka, bo wizualnie ten duet zdaje egzamin. Jedyne, co jednocześnie cieszy i martwi to kolor – przy szaro-białej okładce obawy się te same, czyli jak będzie ona wyglądać  po kilku tygodniach/miesiącach użytkowania. Podkładka ma jeszcze większy kontakt z ubraniem, skórą, niż myszka, więc można ją łatwo zabrudzić. Na szczęście jest wodoodporna, więc ryzyko zalania nie wchodzi w grę.

Co dalej? Podkładka posiada obszycie, co jest znakomitym rozwiązaniem, bowiem tak łatwo się nie zniszczy. W przeszłości posiadałem podkładki bez tego rozwiązania i efekt nie był zbyt dobry, bo jedna z warstw zaczęła się lekko odklejać, a róg podkładki strzępić. Tutaj jakość wykonania stoi na wysokim poziomie.

Wróćmy jeszcze na chwilę do opakowania. Design podobny do kartonu, z której wyskoczyła myszka. Opakowanie jest dosyć małe, więc można czuć się zaskoczonym, że mieści się w nim tak duża podkładka, określana przez Genesis jako XXL. Dużo opisu, zdjęć, wszystko przejrzyście, co traktujemy na plus. Minimalizm jest fajny, ale niewygodny, gdy chcemy się dowiedzieć o produkcie, który zaraz być może kupimy.

Podkładka była zabezpieczona folią, jest jest dwukrotnie chroniona podczas transportu – poprzez karton i dodatkowo folię. Jest zwinięta w rulon, po otwarciu pokaże się w pełnej okazałości. 

Przestrzeń pod myszkę różni się od większości nam znanych, a to dlatego, że powierzchnia jest nieco chropowata. Pierwotnie byłem sceptycznie do tego nastawiony, jako że  we wszystkich podkładkach, które testowałem – przestrzeń była śliska. Po testach uznałem jednak, że jest to swego rodzaju ciekawe rozwiązanie, ponieważ wielkiej różnicy w ruchach myszą nie było. Co więcej – takie wykonanie pozwoliło mi na większą precyzję i dokładność przede wszystkim w takim tytule jak Counter-Strike: Global Offensive

Na podkładce istnieje dużo motywów. Przede wszystkim widnieje logo Genesis, które zajmuje pół podkładki – dodatkowo w tym miejscu, na którym najprawdopodobniej postawimy mysz. Po lewej kolejne logo. Fajny design, o czym już wcześniej wspomniałem, a obszycie dopełnia wrażeń. Spód podkładki jest oczywiście antypoślizgowy. Dodatkowo przez to, że podkładka jest spora i jej część i tak schowamy pod laptopem lub klawiaturą, istnieje kolejne zabezpieczenie przed poślizgiem. Sama guma wygląda dobrze i powinna się nie niszczyć nawet przez długi czas użytkowania. Skąd to wiem? Bo mam porównanie do podkładki, którą opisywałem wcześniej, gdzie grubość dna powodowała, że spód zaczął się później kruszyć. Tutaj raczej nie ma takiej opcji, bo materiał jest płaski i wytrzymalszy. 

Podkładka sprawiła na mnie dobre wrażenie, ale miałem jedną obawę – wysokość, która wynosi tylko 30 cm. Dla mnie osobiście jest to do zniesienia, ale wolałbym jednak korzystać z nieco większej podkładki na tej płaszczyźnie. Sama podkładka jest przystosowana zarówno do myszek laserowych jak i optycznych i dobrze współpracuje z gryzoniami. Łatwo po niej sunąć, a jej powierzchnia jest typu speed i control, dzięki czemu celowanie w grze jest łatwiejsze. Genesis Carbon 400 XXL to naprawdę dobry wybór, jest przyjemny w dotyku i bardzo solidnie wykonany. Czego chcieć więcej?