Respawn.pl

Strona główna » Różne kąty nachylenia, czyli recenzja klawiatury MSI Vigor GK50 Low Profile TKL

Różne kąty nachylenia, czyli recenzja klawiatury MSI Vigor GK50 Low Profile TKL

Autor: Krzysztof Sarna

Klawiatura idealna? Trzeba przyznać, że naprawdę trzeba się nagłowić, wręcz stanąć na głowie, by taką znaleźć. Jednakże MSI Vigor GK50 Low Profile TKL może nie tyle, co wydaje się klawiaturą idealną, a uniwersalną, która powinna przypaść do gustu i preferencji wielu użytkowników jednocześnie. Dlaczego? Już spieszę z odpowiedzią.

Jedyne co na samym starcie może nie pasować w MSI Vigor GK50 Low Profile TKL, to jej format, a więc TKL. Cała reszta to już naprawdę bardzo ciekawe rzeczy. Poczynając od niskiego wyprofilowania “pisarskiej maszyny”, poprzez trzy profile nachylenia czy mnogość funkcji podświetlenia, a na solidnym spasowaniu elementów kończąc.

Specyfikacja techniczna:

Przełączniki klawiszy: Mechaniczne niskoprofilowe
Główne przełączniki:Kalih Low Profile White Clicky
Wskaźnik odpytywania: 1000Hz
N-Key RollOver:100% anti-ghosting
LED: Podświetlenie RGB dla każdego klawisza
Profile nachylenia:3 profile
Złącze:Pozłacane, USB 2.0
Przewód:1.8m, odpinany typu C do typu A, pleciony
Wymiary: 354 x 140 x 33mm
Waga:560g
Żywotność klawiszy: 50+ milionów kliknięć

Akcesoria:

  • 2 x Keycap
  • Ściągacz keycapów
  • Worek ze sznurkiem

Opakowanie

Pudełko, w którym znajduje się klawiatura, jest zdecydowanie zbliżone do wymiarów urządzenia. Na pierwszy rzut oka śmiało można dostrzec, że opakowanie zostało utrzymane przede wszystkim w białej kolorystyce, aczkolwiek nie zabrakło na froncie kontrastującego, czarnego koloru jak chociażby pasek, na którym widnieje logo czy sam napis z modelem. Pierwszy plan to jednak grafika przedstawiająca danie główne. Na starcie dowiadujemy się także, że Vigor GK50 Low Profile TKL została wyposażona w podświetlenie RGB. 

Po bokach z kolei poza logiem i napisem modelu niczego więcej nie znajdziemy. Podobnie jest zresztą na klapie od otwierania. 

Jak zwykle nie zapominam o tyle, bo to dzięki niemu możemy się wprawić w to, co nas będzie czekać. Tak więc idąc od początku, dowiadujemy się, że niskoprofilowe przełączniki mechaniczne zmniejszają odległość przesuwania klawiszy, zapewniając responsywne pisanie. Sama obudowa jest kompaktowa, a w zestawie zastaniemy oddychającą torbę podróżną ze sznurkiem, która jest odporna na zarysowania. Do tego powierzchnia naszego biurka zostanie zmaksymalizowana dzięki formatowi TKL. Dwie nóżki pozwolą ustawić sprzęt pod trzema różnymi kątami nachylenia (5°, 8°, 11°), by stworzyć wygodną pozycję dla nadgarstka podczas każdej sesji grania. Marka ponadto wspomina o ośmiokątnych klawiszach. Ergonomiczny i pływający design skupia się na klawiszach i wzmacnia efekty podświetlenia RGB. Tajwański koncern postawił na odłączany kabel USB typu C, by zmniejszyć ryzyko jego zniszczenia. Na sam koniec mamy wzmiankę o oprogramowaniu i podświetleniu Mystic Light. 

Pora zatem sprawdzić, jak w praktyce sprawdzają się wyżej wymienione przez MSI cechy.

Unboxing

Sam proces otwarcia jest bardzo prosty oraz intuicyjny. Na klapie MSI umiejscowiło jeden plasterek taśmy, a dotarcie do zawartości stanowi samą przyjemność. 

Kiedy już otworzymy opakowanie zawierające GK50, od razu naszym oczom ukaże się czarny worek z dziurami, w którym oczywiście znajduje się danie główne. Z tego miejsca należą się “minimalistyczne” brawa dla producenta, ponieważ klawiatura jest zabezpieczona, a więc nie było potrzeby dodawania folii. 

Spoglądając jeszcze na samą górę –  znajdziemy akcesoria, a mowa tu o ściągaczu do keycapów oraz dwa dodatkowe keycapy, a chodzi  o Control i Alt. 

Tuż po wyjęciu sprzętu z pudełka na spodzie producent zostawił jeszcze instrukcję. To jednak nie wszystko, ponieważ warto wspomnieć o miłej niespodziance, jaką stanowi napis biały napis “TRUE GAMING” na czarnym tle. Mówiąc całkiem szczerze, mimo że nie powinno się oceniać książki po okładce – to karton sprawia wrażenie nie tylko zachęcającego, ale daje jasno do zrozumienia, że obcujemy ze sprzętem z wyższej półki cenowej. 

Ponadto w zestawie mamy instrukcję i wcześniej wspomniany worek służący jako etui, czy też świetny atrybut do transportowania produktu.

Pierwsze wrażenia

Po przyjemnym unboxingu trudno nie mieć dobrych, pierwszych wrażeń. Nie tyle, co same zapakowanie klawiatury do worka, co jego obecność w całym zestawie z pewnością sprawi, że nie tylko mi, ale każdemu przyszłemu, albo już aktualnemu posiadaczowi tego produktu będzie choć trochę przyjemniej. 

Dodatkowe klawisze (bo ściągacz do keycapów to już standard w klawiaturach mechanicznych) także niby nie zmieniają zbyt wiele, ale ponownie są miłą niespodzianką. 

Pierwszy kontakt z pisarską maszyną był jak najbardziej fajny. Przede wszystkim duże wrażenie wywarł na mnie fakt, że wystarczy prawie że przejechać palcem po klawiszu, by ten poszedł w dół. Najprawdopodobniej czas aktywacji będzie bardzo niski, aczkolwiek to przyjdzie nam jeszcze sprawdzić w dalszej części recenzji.

Zapewne sporo osób jak na razie może zarzucić mi zbyt wielkie wychwalanie Vigora GK50, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że ten sprzęt, przynajmniej od strony techniczno-fizycznej prezentuje się naprawdę dobrze. Potwierdza to jeszcze fakt, że cały korpus nie został wykonany z tworzywa sztucznego, a z aluminium. 

Czy jest zatem coś, co przy pierwotnym kontakcie z keyboardem miało negatywny wydźwięk? Otóż nie. Pamiętajcie jednak, że to pierwsze wrażenia, które u każdego będą subiektywne. Raz jeszcze wspomnę, że do plusów i minusów urządzenia przechodzimy właśnie w następnych sekcjach.

Budowa, wygląd

Na samym starcie opisu budowy należy rozpocząć od wymienienia materiału, na jaki postawiło MSI. Otóż jak już udało mi się wspomnieć, nie spotkamy się tu na froncie z plastikiem, a szczotkowanym aluminium. Na pierwszy rzut oka można by stwierdzić, że kolor klawiatury jest czarny, wszak takiej właśnie barwy są keycupy. Jednakże w oddali widzimy kontrastujący, szaro-srebrny odcień, który jawi się właśnie na aluminium. Jeszcze na temacie samego korpusu, warto wspomnieć o samych rogach, bowiem te są ostro ścięte.

Czcionka liter jest bardzo wyrazista, a jednocześnie swego rodzaju oryginalna. Z ciekawszych rzeczy na froncie znajdziemy jeszcze typowego dla tajwańskiego producenta smoka, a po prawej stronie owego loga plasuje się krótka listwa, która informuje nas o włączonym Caps Locku i blokadzie klawisza Windows. Jest jeszcze jedna zasadnicza kwestia, o której trzeba powiedzieć, spoglądając na front “pisarskiej maszyny”. Tworzywo sztuczne miesza się z metalem, co jest widoczne od lewego Controla aż do końca spacji. Konkretnie mowa tu o ścięciu produktu. 

Jeśli zajrzymy na spód, to wówczas już tylko obserwować będziemy plastik. Po prawej stronie zostało elegancko wyżłobione logo, a po lewej jego strona naklejka, co jest standardem we wszystkich peryferiach komputerowych. Autor postawił na pięć ślizgaczy, z czego dwa równej długości znalazły się na górze. Na dole z kolei mamy trzy, ale każdy z nich już różnej szerokości. Na odwrocie sprzętu są jeszcze dwie rzeczy, które nas interesują. Pierwsza to oczywiście nóżki. Te światło dzienne ujrzały pod dwoma dłuższymi ślizgaczami. Do wyboru mamy trzy opcje (licząc oczywiście ze schowanymi podstawkami). Nie zapominamy także o złączu USB-C, do którego podłączamy przewód, ażeby skomunikować się z komputerem. Samo miejsce gniazda wydaje się przemyślane, a otwór jest dość głęboki. 

Budowę tejże klawiatury kończy elastyczny przewód o łącznej długości 1,8 metra, który dodatkowo wyposażony został w oplot. Do komputera będziemy podłączać się za pomocą złącza USB-A. Co więcej, oba styki kabla są pozłacane.

Samym wyglądem Vigor GK50 Low Profile TKL sprawia wrażenie nie tylko gamingowego. Już po pierwszych kilkunastu minutach poczułem, że mam do czynienia ze swego rodzaju minimalistycznym urządzeniem, które równie dobrze mogłoby znaleźć się na biurku w biurze. Być może przez nieco krzykliwy ton nazwanie tego sprzętu mianem biznesowego byłoby nadużyciem, tak aspirującym do tej gałęzi już nie.

Przełączniki

W testowanym przeze mnie sprzęcie autor postawił na białe przełączniki, a więc Kalih Low Profile White Clicky. Na początku ich opisu posłużę się liczbami, które mogą, aczkolwiek nie muszą imponować. Siła nacisku potrzebna do aktywacji to 50 gramów. Dzięki temu, że klawiatura posiada niskie wyprofilowanie, potrzeba jedynie 1,5 mm do aktywacji. Z kolei 3 mm to już pełny dystans. W praktyce sprawdza się to tak, że naprawdę nie musimy wysilać swoich palców, żeby doszło do aktywacji klawisza. Co więcej – te naprawdę szybko się aktywują, dzięki czemu zyskujemy dodatkowe milisekundy, co może być pomocne w niektórych grach. 

Producent określa żywotność owych switchy na ponad pięćdziesiąt milionów kliknięć, a więc obawiać się można zdecydowanie innych rzeczy w kontekście żywotności czy zużycia, aniżeli właśnie przełączników. 

O ile samo użytkowanie z białych przełączników pod kątem pisania czy grania było bardzo dobre, o tyle pod względem dźwiękowym już nie. Wymienione wyżej switche są bardzo głośne, o czym też już wcześniej wspominałem. Sam dźwięk może się podobać, aczkolwiek tak jak zakomunikowałem – jest za głośno. Coś kosztem czegoś.

Użytkowanie

Czas spędzony wraz z MSI Vigor GK50 Low Profile TKL muszę zaliczyć do tych z serii “udanych”. Jedynie na samym starcie było mi trudno przyzwyczaić się do małego rozmiaru klawiatury, wszak do tej pory korzystałem z pełnowymiarowego sprzętu. Przez to na początku nie trafiałem w keycupy, ale po jednym dniu wszystko wróciło do normy, tak więc i sam proces adaptacji nie trwał długo. Co do samej wielkości klawiszy, to wydaje mi się, że twórcy trafili, ale to być może też odczuwam tak przez to, że moje palce są chude. Inaczej mogłoby być w przypadku większej osoby. 

Na plus zaliczyć trzeba kulturę pracy pod względem fizycznym, a więc zabezpieczenie przed przemieszczaniem. Pięć ślizgaczy mimo niewygórowanej wagi urządzenia należycie spełnia swoją rolę. A jeśli mówimy już o aspektach z tyłu, to nie można nie wspomnieć o możliwości wybrania jednego z trzech kątów nachylenia. Do dziś spotykamy się ze zwykłym rozwiązaniem u zdecydowanej większości marek, jakim jest umiejscowienie nóżek i już. W przypadku marki z Azji jest inaczej, ponieważ konsument wybiera dogodny dla siebie kąt nachylenia spośród trzech wartości: 5°, 8° oraz 11°. Wydawać by się mogło, że to one pogorszą stabilność sprzętu, ale nic bardziej mylnego. “Klawa” charakteryzuje się konkretną stabilnością i naprawdę trzeba się nieco bardziej wysilić, żeby ta ślizgała się po biurku.

O switchach dopiero co się wypowiadałem, ale nie bardzo krótki czas aktywacji to coś, co powinno spodobać się praktycznie każdemu. Przy tym jednak idealnie być nie może, ponieważ klawiatura do cichych nie należy. Tak więc, jeśli nie mieszkacie sami, to może być trudno o nocne sesje. 

W kontekście korzystania z Vigora GK50 nie możemy zapominać o wyprofilowaniu klawiatury, o czym zresztą dowiadujemy się już w samej jej nazwie. Ów zabieg polega na tym, że kolejne rzędy klawiszy są umiejscowione wyżej w stosunku do poprzednich. Mówiąc subiektywnie, odczułem nieco różnicę względem klasycznego układu, mając wrażenie, że muszę wysunąć nieco bardziej dłoń w kierunku tego najwyższego rzędu, a więc mowa tu chociażby o przycisku “F5”.

Podświetlenie

Powiedzieć, że podświetlenie w tej klawiaturze fascynuje to tak, jak gdyby nic nie powiedzieć. Fani iluminacji naprawdę znajdą coś dla siebie, jeśli chodzi o testowany sprzęt. W temacie “świecidełek” na dobrą sprawę można mówić i mówić. Po to się tu jednak znajdujemy, by nakreślić, jak to wszystko się prezentuje. 

Pozwolę sobie rozpocząć od samej intensywności oraz tego, jak podświetlenie prezentuje się na klawiaturze. Tuż po pierwszym podłączeniu urządzenia do PC-ta byłem mocno zdziwiony, ponieważ to nie było przesycone. Dostrzegłem przede wszystkim żywe barwy i to właśnie ten fakt urzekł mnie najbardziej. Przesytu nie ma, ale intensywność jest na naprawdę wysokim poziomie.

Zwolennicy konfiguracji, bawienia się opcjami i ogólnie pojętym tuningiem przy obcowaniu z aplikacją (o której opowiem w kolejnym akapicie) poczują się z pewnością swojo. MSI oddało do użytku aż dziewięć opcji wyboru oświetlenia. Szczególną uwagę należy zwrócić na “Dostosuj”, ponieważ to właśnie w tej przestrzeni użytkownik wybiera sobie kolorki pod każdy pojedynczy klawisz.

Oprogramowanie

Jeśli chodzi o software do MSI Vigor GK50 Low Profile TKL to jest nim niezmiennie MSI Center. Kolejny raz się powtórzę, że to przede wszystkim świetne zastosowanie dla osób, które mają więcej niż jeden sprzęt od tego producenta. W sytuacji, gdy macie tylko jeden to i tak nic nie tracicie, bo przecież i tak ten program trzeba zainstalować. Taka oczywista oczywistość. 

Wystarczy, że podłączymy klawiaturę do komputera, a to od razu już na nas czeka w aplikacji. Zasadniczo interesować nas będą dwie zakładki: Gaming Gear oraz Features. W tej pierwszej spotykamy się stricte z ustawieniami “pisarskiej maszyny”, natomiast w drugiej mamy Mystic Light, czyli kwestie dotyczące wszystkiego, co związane z podświetleniem. 

Zajmijmy się jednak tą pierwszą przestrzenią, w której jednak na konsumenta nie czeka zbyt wiele. Poza możliwością ustawienia układu klawiatury oraz opóźnień i makr nie ma tak naprawdę niczego więcej. Szkoda z tego miejsca jedynie, że marka nie przewidziała polskiego layoutu, wszak domyślnie jest ustawiony amerykański angielski, a wybrać jeszcze możemy rosyjski czy różne azjatyckie.

Zwolennicy iluminacji zdecydowanie znajdą coś dla siebie, ponieważ tajwański koncern w nasze ręce oddał selekcję poziomu jasności oraz mnóstwo trybów podświetlenia. Poczynając od trybu statycznego i możliwości wyboru konkretnej barwy z palety RGB poprzez: Pokrywanie się, oddech, falę, radar, wir wodny, horyzont, falowanie, reaktywny, dostosowanie pojedynczych klików, na wyłączonym kończąc. 

Kiedy testowałem słuchawki z tej samej linii, a więc Immerse GH50 wspomniałem, że oprogramowanie jest przyzwoite i to samo powtórzę w kontekście recenzowanej GK50. Jest przejrzyście, czytelnie, a autor zadbał o porządek. 

Podsumowanie

MSI Vigor GK50 Low Profile TKL to takie urządzenie, które wywarło na mnie spore wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że ujrzałem tu nie tylko mnogość funkcji. Sztuką przez producenta nie jest zastosować wielką ilość opcji, ale żeby te opcje poprawnie funkcjonowały. W przetestowanej maszynie do pisania coś w tym jest, że zastosowane bajery nie tylko działają dobrze, ale jednocześnie się uzupełniają.

Produkt od tajwańskiego koncernu zbyt wielu ogólnych nie ma. Mimo niskiej wagi urządzenia, bo jest to tylko 500 gramów,  ten się nie ślizga. Stopki nie tylko zapewniają stabilność produktu, ale jednocześnie dzięki nim możemy ustalić nachylenie aż pod trzema różnymi kątami, co jest swego rodzaju innowacją względem typowych klawiatur. Miłym dodatkiem okazały się dodatki, a szczególnie oddychający worek, który świetnie sprawdzi się przede wszystkim w transportowaniu sprzętu. MSI także fajnie przemyślało całościowe wykonanie, mieszając szczotkowane aluminium wraz z tworzywem sztucznym.

Switche w praktyce, a także dzięki wyprofilowaniu keyboardu bardzo dobrze wykonują swe zadanie, bowiem nie potrzeba zbyt wielkiej siły nacisku, a do tego dystans do aktywacji jest naprawdę bardzo mały. Przy tym jednak trzeba się liczyć z tym, że przełączniki są głośne. W tym przypadku dla jednych to będzie przyjemność, a dla drugich coś drażniącego.

Fani podświetlenia bezsprzecznie nie będą zawiedzeni, ponieważ mamy w tej klawiaturze mnóstwo trybów podświetlenia, a sama iluminacja jest żywa, intensywna, ale nie przesadzona. Bardzo dobrym ruchem na pewno jest odłączany kabel. Całą klawiaturę można podsumować jako dobra, a nawet bardzo dobra, ale pierwszym czynnikiem, który obniża jej atrakcyjność, jest cena. Najtaniej udało mi się ją znaleźć w sklepie x-kom, gdzie, żeby ją nabyć, trzeba zapłacić równe 398 PLN.