Respawn.pl

Strona główna » Stylowa, biała i ze zmiennymi switchami – recenzja klawiatury Genesis Thor 303 TKL

Stylowa, biała i ze zmiennymi switchami – recenzja klawiatury Genesis Thor 303 TKL

Autor: Krzysztof Sarna

Rodzimy producent peryferiów gamingowych zdecydowanie nie próżnuje. Genesis na dobrą sprawę co chwila wypuszcza na rynek nowy sprzęt. W połowie marca “Czerwoni” opublikowali swoje dwie produkcje, a mowa tu o klawiaturach z serii Thor 303. W tej recenzji przyjrzymy się dokładnie modelowi Thor 303 TKL. Sprzęt już na pierwszy rzut oka zachwyca stylem, minimalizmem, a także bielą. 

Kreator znad Wisły praktycznie w każdym miesiącu zachwyca nas coraz to nowszymi urządzeniami. Genesis skutecznie poszerza swój asortyment i trudno się nie zgodzić z tezą, że robi to po prostu dobrze. “Czerwoni” przede wszystkim charakteryzują się tym, że w kuszących cenach oferują sprzęt, który wcale nie jest zły. Co więcej, ma realną szansę konkurować z największymi markami gamingowymi. Warto przy tym mieć na uwadze, że to te najdroższe urządzenia ze stajni Genesis są najbardziej dopieszczone względem własnych-tańszych i to właśnie one oferują najwięcej. Tym razem przetestujemy klawiaturę o nazwie modelu Thor 303 TKL, która już na samym starcie może pochwalić się wymiennymi przełącznikami, a nie kosztuje nawet ćwierć tysiąca złotych! Zatem sprawdźmy, co oferuje najnowsza “maszyna do pisania”.

Specyfikacja techniczna Thor 303 TKL:

Komunikacja z PC: przewodowa
Mechanizm klawiszy:  mechaniczny
Typ przełącznika: Outemu Brown
Długość przewodu:1,8 m
Wymiary:355 x 136 x 36 mm
Liczba klawiszy: 87
Siła nacisku do aktywacji klawisza: 55g +/- 10g
Czas reakcji: 8 ms
Dystans do aktywacji klawisza: 1,8 mm +/- 0,6 mm
Żywotność klawiszy:50 milionów kliknięć
Liczba kolorów podświetlenia: RGB (16 milionów)

Platforma testowa:

Opakowanie

Z racji, że mamy do czynienia z klawiaturą typu 60% oczywiste jest, że samo opakowanie jest mniejsze. To zostało skrojone idealnie pod wymiary samego urządzenia, przez co trzymając opakowanie w ręku od razu możemy sobie wyobrazić, z jakimi mniej więcej rozmiarami przyjdzie nam pracować. Swoją drogą to bardzo dobry aspekt, ponieważ w środku nie ma żadnych luzów, co przekłada się na to, że podczas transportu nie będzie żadnych luzów. 

Na samym froncie i odwrocie pudełka dominuje szary kolor. Jeśli chodzi o przód, to Genesis umiejscowił na nim grafikę produktu. Poza nazwą modelu znalazła się także informacja o efekcie Prismo RGB, a także brązowych przełącznikach, które można wymieniać. To bezsprzecznie może być jeden z największych atutów tego urządzenia, aczkolwiek temu przyjrzymy się w dalszej części recenzji. Na górze i dole niczego przełomowego ani nowego nie ma, ponieważ zanotowana została nazwa marki i modelu urządzenia.

Przyjrzymy się jeszcze tylnej części paczki, ponieważ to właśnie w tym miejscu zawartych zostało wiele szczegółów. Możemy się dowiedzieć m.in. o tym, że w zestawie umiejscowione zostały dwa zapasowe przełączniki, trwałość przełączników to aż 50 milionów kliknięć. Jeśli chodzi o podświetlenie, to mamy ich łącznie 25. Ponadto sprzęt charakteryzuje się antypoślizgowymi nóżkami, aluminiowym korpusem, a także cable managementem. 

Unboxing

Jak już udało mi się wspomnieć, klawiatura jest świetnie zabezpieczona przed przemieszczaniem podczas transportu. By dostać się do środka, musimy odkleić plasterek taśmy z jednej bądź drugiej strony. Producent postawił na double boxa, tak więc po otworzeniu tego głównego, naszym oczom ujrzy się drugi karton, który skrywa przedmiot dzisiejszych rozważań.

W momencie, kiedy chwyciłem za beżowe pudełko, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. To prezentuje się jak z najwyższej półki. Przy okazji został zachowany minimalizm, ponieważ na pierwszym planie widnieje jedynie logo wraz z napisem firmy, podczas gdy przy “szufladce” do otwarcia napisane jest “WELCOME TO #GENESISGAMING”. 

W samiutkim środku na samym starcie spotkamy się z broszurkową instrukcją obsługi oraz paletką z naklejkami. W oddali widnieje już biała klawiatura w gąbkowym woreczku, a tuż pod nią znalazła się jeszcze hermetyczna saszetka, której zawartość to: dwa przełączniki Outemu Brown, keycap puller i switch puller. Tak więc samo wyposażenie, jak najbardziej na plus, aczkolwiek tego typu dodatki to już prawie że standard w mechanicznych klawiaturach.

Pierwsze wrażenia

Moje pierwsze wrażenie może być dla innych nieco dziwne w odbiorze, ale tuż po wyjęciu urządzenia z pudełka poczułem się trochę niecodziennie. To oczywiście za sprawą bieli, która tak naprawdę nie tyle, co dominuje, co jest po prostu wszędzie. Same kolory znaków nie są czarne, a szare. W przeszłości nie miałem żadnej styczności z białymi myszkami czy klawiaturami, przez co czerń zdecydowanie mnie “pochłonęła”. Co by nie mówić – urządzenie prezentuje się bardzo okazale i zachęca od samego początku, żeby z niego korzystać. 

W mgnieniu oka zwróciłem uwagę także na przewód. Bardzo spodobał mi się oplot oraz jakość jego wykonania. Bez żadnego problemu idzie dostrzec, że naprawdę otrzymaliśmy produkt wysokiej jakości, mimo że cena nie przekracza ćwierć tysiąca złotych.

Oczywiście odwróciłem również “maszynę pisarską” i zobaczyłem, co tam pod nią się kryje. Przy pierwszych oględzinach urzekły mnie kanaliki, w które można wepchnąć kabel, dzięki czemu ten nie będzie nam się niepotrzebnie plątał. To właśnie o tym “cable management” na odwrocie pudełka wspominał producent z Polski. Nie ma się co kryć, że nie jest to jeszcze zbyt powszechne rozwiązanie w klawiaturach. Na pewno nie wpływa na koszty przy samym wyrobie, tak więc z tego miejsca należy się plusik.

Do tego wszystkiego warto jeszcze dorzucić dodatki, o których wspominaliśmy w sekcji wyżej. Naklejki, dwa dodatkowe switche, a także narzędzia do keycapów i switchy to tylko “szczególiki”, ale sami musicie przyznać, że zawsze wywołują to dobre, pierwsze wrażenie. W mojej ocenie sprzęt musi być naprawdę niedopracowany lub zły, żeby pierwsze wrażenia były negatywne. Jeśli chodzi o Thora 303 TKL to już “od buta” widzimy, że jest to machina z wyższej półki. 

Budowa, wygląd

Pozwolę sobie rozpocząć od przewodu, który już na samym początku wywarł na mnie świetne wrażenie. Na pewno sporą rolę ma przy tym to, że jest on biały, aczkolwiek również oplot, który nie tyle, co wywołuje pozytywne emocje, co po prostu jest solidny. Jego długość to 1,8 metra, co jest już standardem w większości o ile nie wszystkich produktach od Genesisa. Kabel zakończony jest złączem USB typu A, które jest pozłacane. Jedyne czego brakuje, to sprzączki, dzięki której moglibyśmy zwinąć kabel. Bezsprzecznie przy jakimkolwiek transporcie takie rozwiązanie byłoby pomocne. 

A jeśli już o kablu mowa to przenieśmy się na spód urządzenia. Wspominaliśmy już, a zresztą zrobił to nawet sam producent, że klawiatura ma aranżację kabli. Tak też jest w rzeczy samej, a to za sprawą otworów, które zostały wyżłobione. Mamy na dobrą sprawę trzy rozwiązania: poprowadzenie kabla na wprost, w lewo lub prawo. Dzięki temu nie tylko zyskamy estetyczność, ale także fakt, że przewód będzie sztywny i nie będzie latał. Do tego, jeśli nie zdecydujemy się na otwarcie nóżek, to produkt nie będzie latał, ponieważ nie będzie leżał na kablu. 

Na dole znalazły się także dwie nóżki, które charakteryzują się antypoślizgowością. I tak też jest, ponieważ ich mechanizm chodzi z niemałym oporem. Do tego dzięki stopkom zmienimy kąt nachylenia naszego sprzętu. Do tego są jeszcze cztery małe, gumowe podkładki. Na samym środku spodu jest jeszcze naklejka z logiem i modelem. 

Pora zatem przenieść się na górę. Front prezentuje się znakomicie. Co bardzo ważne to to, że polska marka nie tylko w swojej konstrukcji zastosowała plastik. Cała górna płyta, na której znajdują się przełączniki i klawisze, została wykonana z aluminium! Bezsprzecznie taka decyzja wpływa na większą wagę klawiatury, ale to finalnie przekłada się na to, że urządzenie rzeczywiście jest antypoślizgowe. 

Nad strzałkami umiejscowione zostało logo, które pod dotykiem jest bardzo przyjemne. Natomiast nad klawiszami “Ins, Home, PgUp” a pod “PrtSc, ScrLk, Pause” znalazły się dwie diody, które informują o caps locku i scroll locku. 

Trzeba jeszcze wpleść kilka słów odnośnie samych keycupów. Z lekka chyboczą się na boki, ale nie stanowi to większego problemu. Legendy zostały naniesione w kolorze szarym i sprawiają wrażenie trwałych. Przejdę jeszcze do prawej strony obudowy, ponieważ na niej Genesis umiejscowił napis z modelem, który świetnie się komponuje z całą resztą. 

Przełączniki

Przełączniki, które zostały wykorzystane zbudowania Genesis Thor 303 TKL to Outemu Brown. Nie wydaje mi się, aby takie rozwiązanie było wielkim zaskoczeniem. Wręcz przeciwnie, bardzo często możemy się natknąć właśnie na tego typu rozwiązanie w tej półce cenowej. Brązowe switche ogólnie rzecz ujmując, to jedne z najczęściej, o ile nie najczęściej wybierane tactile przez konsumentów w klawiaturach mechanicznych. Główną zaletą jest uniwersalność, ponieważ sprzęt sprawdza się przyzwoicie w wielu zastosowaniach, takich jak gry czy pisanie. 

Przyjrzyjmy się także liczbom. Fabryczne switche zamontowane w najnowszej “maszynie do pisania” ze stajni Genesis do aktywacji potrzebują siły nacisku w wysokości 55 gramów. Producent jednak zaznacza, że ta wielkość może się różnić +/- 10 gramów. Dystans, jaki musi pokonać nasz palec, by ujrzeć znak na ekranie monitora to około 1,8 mm, aczkolwiek ten również może odbiegać o +/- 0,6 mm. Samo korzystanie jest przyjemne i co jasne – nie męczy palców ani dłoni. “Fingery” nie poczują ciężaru przy wciskaniu, tak więc pod tym względem wszystko zostało spasowane po prostu dobrze. 

Teoretycznie na tym moglibyśmy zakończyć. Jednakże znajdujemy się w bardzo ważnym punkcie tej recenzji. Należy opowiedzieć o przewodniej cesze tego produktu, a więc technologii Hot Swap, nazywanej również Hot Swappable. Nie ma się co specjalnie czarować, że na rynku nie ma jeszcze zbyt wielu rozwiązań właśnie z tym systemem. A jeżeli już są, to musicie się pogodzić z wydaniem większej ilości funduszy.

Gdybyście nie wiedzieli, czym jest Hot Swap, to już tłumaczę. To możliwość szybkiego wymienienia przełączników bez potrzeby lutowania, dzięki czemu każdy z nas może się zająć wymianą switchy bez żadnej specjalistycznej wiedzy. To wszystko. Jeśli mówimy konkretnie o Thorze 303 TKL, to “swap” jest bardzo, ale to bardzo prosty. Przełącznik wyciągamy do góry przy użyciu dołączonego w zestawie metalowego klipu. Następnie wkładamy nowy przełącznik. Szansa na pomyłkę czy niepowodzenie jest naprawdę nikła, ponieważ na płytce są dwa otwory, w których należy umiejscowić dwie nóżki. 

Należy z tego miejsca zaznaczyć, że opcji personalizacji jest sporo. Ogranicza nas nie tylko fantazja, ale także fakt, że muszą to być switche Outemu. Tego typu przełączników na rynku jest i tak wiele, tak więc właściciele Thora 303 TKL bez problemu będą mogli dokonać “tuningu” klawiatury.

Użytkowanie

Ze swoją dotychczasową klawiaturą mam styczność już od ponad sześciu lat. Naprawdę. Przez ten czas udało mi się przede wszystkim wyśmienicie zobaczyć, jak brud i kurz zbiera się, gdy urządzenie nie jest czyszczone przez zaledwie sześć miesięcy. Nadmienię, że mówię tu o sprzęcie w czarnym kolorze. Biały – owszem prezentuje się wyśmienicie i mnie naprawdę się podoba. Trzeba się będzie jednak liczyć z tym, że biel zbiera brud, przez co zajdzie potrzeba częstego czyszczenia sprzętu. 

Przełączniki Outemu Brown charakteryzują się dobrą kulturą pracy. Do najcichszych co prawda nie należą, ale wybitnie głośne również nie są. Tak więc, jeśli korzystacie z komputera w nocy i boicie się o domowników, to tragedii tak, jak w przypadku niebieskich switchy nie powinno być. Te brązowe przełączniki są uniwersalne. Tak więc jest to po prostu dobry wybór dla osób zarówno dużo piszących, jak i grających. 

Hot Swap – bo o nim nie można zapomnieć to także doskonały ruch ze strony Genesis. W klawiaturze za niecałe 230 złotych możemy samodzielnie w czasie około minuty wymienić przełącznik, gdy ten ulegnie przykładowo uszkodzeniu. Co więcej, jest także opcja zakupienia innych switch Outemu, przez co dokonamy “tuningu”. Sam proces jest bardzo prosty.

Podświetlenie

Podświetlenie w połączeniu z białą klawiaturą prezentuje się wyśmienicie. “Maszyna do pisania” może się pochwalić szeroką gamą trybów podświetlenia, ponieważ jest ich łącznie dziewiętnaście. Do tego należy doliczyć jeszcze customową opcję, w której oczywiście ustawiamy iluminację wedle własnego uznania, co w sumie daje dwadzieścia trybów. Same ustawienia podświetlenia znajdują się w oprogramowaniu, aczkolwiek z poziomu klawiatury jest to również możliwe. W poniższym filmie możecie zobaczyć wszystkie opcje iluminacji. 

Oprogramowanie

Czymże byłby by dzisiejsze peryferia gamingowe bez oprogramowania? Sami nie wiym i nie będziemy nawet rozważać tego zagadnienia. Współczesny sprzęt przyzwyczaił nas już do tego, że software to absolutny “must have”. Nie inaczej jest w kontekście recenzowanej przez nas klawiatury. Przede wszystkim jestem ciekawy, czy program różni się od nieco tańszych produktów Genesisa. W przeszłości miałem okazję testować takie myszki jak Krypton 555, 290, 200, 220 czy 700. 

Sterownik rzeczywiście różni się designem, choć ten wygląda nieco “biednie”. Biednie nie oznacza oczywiście źle. Bardziej mam na myśli prosty, niezłożony program, co zresztą możecie zobaczyć na poniższych zrzutach. W oprogramowaniu znalazły się same najpotrzebniejsze funkcje, a “Czerwoni” zachowali jak największą prostotę. 

Już na samym starcie należy się wielki plus, ponieważ program możemy obsługiwać w dwóch językach: polskim i angielskim. Do dziś wiele marek, które wypuszcza sprzęt na polski rynek, nie wdraża do swoich produktów nadwiślańskiego języka, co być może z lekka zmienia postrzeganie wśród konsumentów. Z drugiej jednak strony obsługiwanie tego typu oprogramowania nie jest wcale trudne i jak najbardziej idzie dostosować wszystko nawet przy użyciu angielskiego. 

W dedykowanym softwarze możemy ustawiać makra, które są szczególnie pomocne i przydatne przy wykonywaniu często powtarzanych czynności. Nie obyło się także bez tworzenia różnych konfiguracji, a do tego przeznaczone są rzecz jasna – profile. 

 

Ponadto poprzez kliknięcie poszczególnego klawisza w programie możemy ustawiać funkcje pojedynczym keycapom. Jak można się domyślić, są makra, a także opcja uruchomienia programu.

Prawdopodobnie to sekcja podświetlenia jest najciekawsza w całym tym oprogramowaniu. Jak już wcześniej przytoczyłem, mamy do dyspozycji aż dwadzieścia trybów podświetlenia, które możemy ustawiać z poziomu klawiatury lub właśnie software’u. Poza wyborem opcji możemy także dostosować szybkość i jasność. Świetnym rozwiązaniem jest metoda “Indywidualny”, w której to każdy z nas zaznacza klawisze pod różne kolory.

Podsumowanie

Kiedy można było myśleć, że Genesis nas już niczym nie zaskoczy, tak wtedy “Czerwoni” weszli ubrani całkowicie na biało. Thor 303 TKL zaskoczył bardzo pozytywnie, ponieważ w cenie 229 złotych otrzymujemy klawiaturę typu 60% w białym kolorze. Co prawda przełączniki to już “oklepane” Outemu Brown, ale jak już niejednokrotnie podkreśliłem – są one uniwersalne i sprawdzą się w każdym zastosowaniu. 

Producent z Polski przede wszystkim zaimponował mechanizmem Hot Swap, którego wciąż jest mało. To pozwala nie tylko na samodzielną wymianę przełącznika, ale także na dokonania personalizacji. Wystarczy kupić przełączniki Outemu. Sprzęt może się poszczycić dobrym spasowaniem, ponieważ nie ograniczono się do plastiku. Klawiatura została wykonana również przy wykorzystaniu aluminium.

Do tego wszystkiego dochodzą takie detale, jak otwory na przewód, sam kabel, który jest świetnie wykonany czy mnóstwo opcji podświetlenia. Wad zbyt wielu nie ma, a jeśli już są to drobnostki pokroju dziwnie rozmieszczonych diod od caps i scroll locka. Trzeba się także liczyć, że po czasie klawiatura będzie zbierać brud, wszak jest przecież biała. 

To wszystko otrzymamy w cenie 229 złotych – osobiście wydaje mi się, że taka kwota jest bardzo dobra jak za to, co otrzymujemy. Więcej szczegółów oraz informacji znajdziecie jeszcze na oficjalnej stronie “Czerwonych”.