Respawn.pl

Strona główna » Xtrfy MZ1 Wireless – Recenzja

Xtrfy MZ1 Wireless – Recenzja

Autor: Filip Woszczek

Rok po premierze myszki o niecodziennym kształcie przyszedł czas na jej bezprzewodową wersję. Przyjrzymy się dzisiaj jakich zmian dokonano względem poprzedniej wersji, oraz czy jakość stoi na równie wysokim poziomie.

Zdaje się, że mysz Xtrfy MZ1 była strzałem w dziesiątkę dla dużej rzeszy gamingowych użytkowników. W tym roku marka zdecydowała się na poszerzenie swojej oferty o myszki bezprzewodowe, które powoli stają się standardem, gdy mówimy o szeroko rozumianym gamingu.

Platforma testowa:


  • Sensor: Pixart 3370
  • Częstotliwość próbkowania: 125/500/1000 Hz
  • Ilość przycisków: 6
  • Wymiary: 111mm x 52.5mm x 36.5mm
  • Waga (bez przewodu): 62 g
  • Długość przewodu: 1.8 m
  • Typ przewodu: Xtrfy EZcord Pro
  • Kształt: symetryczny
  • Przełączniki: Kailh GM 8.0
  • Tryby DPI: 400-19 000
  • Oprogramowanie: nie
  • Powierzchnia: matowa
  • Typ ślizgaczy: PTFE
  • Debounce: 2/4/8/12 ms
  • Podświetlenie: RGB LED
  • LOD: 1/2 mm

Pierwsze wrażenia

Zawartość zestawu została w tym przypadku nieco rozszerzona. Mówimy tutaj oczywiście o wymiennym grzbiecie, który w odróżnieniu od standardowego, jest nieco bardziej spłaszczony. To świetna alternatywa dla osób, które nie koniecznie lubią bezpośredni kontakt grzbietu myszki z dłonią. Oprócz tego, znajdziemy tu taki sam kabel Xtrfy EZcord Pro, lecz odłączany wraz z adapterem i odbiornikiem. Do montowania wybranego grzbietu będziemy potrzebowali śrubokrętu, który również znajduje się w zestawie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po chwyceniu za myszkę to tworzywo, z której została zbudowana. Odniosłem wrażenie, że miałem do czynienia z trochę innym plastikiem, który wykazuje wyższą przyczepność od poprzedniej wersji, więc jakiekolwiek grip tape’y mogą okazać się zupełnie zbędne. Ważąca 58 gramów poprzednia wersja myszki została powiększona o 5 gramów, z uwagi na komponenty pozwalające na łączność bezprzewodową. Sam uważam jednak, że myszki ważące poniżej 60 gramów mogą okazać się zbyt lekkie dla wielu graczy, więc jest to dla mnie dosyć neutralna zmiana. Niektórzy recenzenci spotykali się z irytującym skrzypieniem w przypadku pierwszej wersji, natomiast ja tego nie doświadczyłem, również w wersji bezprzewodowej. Mogę śmiało stwierdzić, że bryła sprawia wrażenie dopracowanej do perfekcji z każdej strony.

Zauważalnym zmianom uległy dwa boczne przyciski, które charakteryzują się teraz mniejszym pre-travelem. Dwa główne przyciski ponownie zostały zaopatrzone w przełączniki Kailh GM 8.0, wyróżniające się chrupkim klikiem. Brak zmian w tym aspekcie jest jednak całkowicie zrozumiała, ponieważ przyciski w tej myszce spisują się po prostu świetnie. Wszystkie z przycisków w tym sprzęcie zostały dobrze spasowane, by nie sprawić dyskomfortu jeśli chodzi o jakiekolwiek większe opóźnienia. Aktywacja scrolla wymaga od nas nieco więcej siły, natomiast jest ona odpowiednia do specyfiki tego przycisku.

Co na spodzie?

W nowszym modelu postawiono na te same ślizgacze, jakich użyto w wersji kablowej (PTFE). Tym razem pozwoliłem sobie na porównanie ich ze ślizgaczami marki Corepad. Wniosek jest taki, że fabryczne podwozie w przypadku tej myszki jest wystarczające, natomiast jeśli chcemy wycisnąć z naszego sprzętu jak najwięcej, warto zainwestować w coś dodatkowego. To również sprawa osobistych preferencji, ale wolałem większą precyzję, którą dają Corepad’y.

Zmianie uległ przesuwany przełącznik, na którym widnieją podpisy OFF, CPI, RGB, PGDN, zamiast RGB, PR, LOD, F11. Zmieniły się więc kombinacje klawiszy, dzięki którym dokonamy różnych zmian w systemie myszki. Do każdej z opcji mamy jednak dołączoną instrukcję, z którą bardzo łatwo odnajdziemy się wśród owych kombinacji. Kolejną zmianą wartą wspomnienia jest sensor. W tej wersji spotkamy się z Pixart 3370 zamiast 3389. Nie zmienia to faktu, że jest on absolutnie wystarczający i zabieg ten został wykonany w celu zapewnienia stosunkowo dobrej ceny sprzętu.

Dwie z trzech śrubek znajdujących się na spodzie nie służą jednak do wymiany grzbietu myszki. Odkręcając je za pomocą dołączonego śrubokręta jesteśmy w stanie przesunąć baterię w przód lub w tył. Na pewno jest to coś nowego, aczkolwiek nie uważam że jest to rozwiązanie niezbędne i można było zamienić to na coś innego.

Ze względu na to, że jest to mysz bezprzewodowa, zmian dokonano także w kwestii podświetlenia. Paski RGB po bokach tuż pod przyciskami zostały usunięte na rzecz niższej wagi, więc teraz podświetlenie daje nieco inne wrażenia wizualne. Jak widać na powyższym zdjęciu, podświetlenie skupione jest w okolicach scrolla oraz grzbietu. Nadal jednak mamy do wyboru mnogą ilość trybów RGB, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Podsumowanie

Bezprzewodowa wersja myszki Xtrfy MZ1 to bardzo dobry upgrade dla użytkowników, którzy mieli w przeszłości do czynienia z jej kablową wersją. Osobiście trudno tutaj wskazać większe różnice między poprzednim modelem, pomijając wymienny grzbiet. Z pewnością sprzęt ten plasuje się w ścisłej topce, jeżeli chodzi o dopasowanie pod chwyt fingertip, z uwagi na małe wymiary.

Najsłabsza strona tej myszki to zdecydowanie podświetlenie, które wygląda, jakby “nie działało” w środkowej części myszki. Uważam, że to sprzęt trafiający do wymagających użytkowników, w którym brak podświetlenia nie stanowiłby wielkiego problemu. Poza tym aspektem, wszystko inne zdaje się być na tak samo wysokim poziomie, jak w przypadku poprzedniej wersji. Jeśli czujesz, że przetestowałeś/aś wiele myszek i każda okazuje się nietrafiona, być może warto przyjrzeć się tej pozycji. Na ten moment cena oscyluje w okolicach 550zł, czyli nieco taniej niż najnowszy model Logitecha w momencie premiery. Jednak jeśli chodzi o markę Xtrfy, zazwyczaj spotykamy się ze sprzętem solidnym, który posłuży przez lata. Po więcej szczegółów, których nie opisałem w tej recenzji, zapraszam do recenzji modelu przewodowego.