Respawn.pl

Strona główna » Angelka x Haniaa: Różnica między żeńskim a męskim esportem wynika z małej liczby grających kobiet

Angelka x Haniaa: Różnica między żeńskim a męskim esportem wynika z małej liczby grających kobiet

Autor: Krzysztof Sarna

Totalne Gituwy w ostatnim czasie odnoszą sukces za sukcesem. Angelika “Angelka” Kozłowska i jej koleżanki w połowie marca awansowały do ESL Impact League. Na tym jednak nie poprzestały, ponieważ w trwającej jeszcze grupie wygrały cztery z czterech rozegranych starć i przypieczętowały awans do fazy play-off.

– Każda była pewna tego, że możemy rywalizować jak równy z równym ze wszystkimi składami z naszej grupy, ale z pewnością nie byłyśmy pewne tego, że aż w pierwszych trzech starciach będziemy triumfować bez straty mapy – mówiła Hania “Haniaa” Pudlis w wywiadzie dla naszej redakcji. W rozmowie nie zabrakło tematu różnic pomiędzy żeńskim a męskim esportem. Co aktualnie dzieje się oraz działo na kobiecej scenie? Jak przezwyciężyć okres stagnacji? Tego, a także innych rzeczy dowiecie się z lektury poniższego wywiadu. Na nasze pytania odpowiadały Angelka i właśnie Haniaa.

Krzysztof Sarna, respawn.pl: Rozpocznę od pytania pomiędzy różnicą w rywalizacji pomiędzy kobietami a mężczyznami. Czy dostrzegacie odmienność dwóch płci, jeśli chodzi o przestrzeń esportu?

Haniaa: Wydaje mi się, że takich różnic na topowym poziomie nie ma już zbyt wiele, ponieważ kobiety i mężczyźni walczą o te same cele, czyli chcą być lepsi. Nie zauważam odmienności pomiędzy tymi dwiema płaszczyznami. 

Angelka: Myślę, że dużą miarą w tym wszystkim jest fakt, że kobiety oprócz samego grania (ponieważ faceci często profesjonalną rywalizację traktują jako pracę i zarabiają przyzwoite pieniądze, dzięki którym mogą żyć) przykładowo nawet na najwyższym poziomie nie są w stanie utrzymać się głównie z samego grania. Przez to też wiele dziewczyn pracuje poza samą współkonkurencją w grach. To z kolei przekłada się na to, że kobiety nie w stanie poświęcić tyle czasu na grę, ile by chciały. Wiadomo, że faceci też od czegoś zaczynają i również muszą się wybić, ale jednak jest to czynnik, który jest inny pomiędzy obiema płciami.

Z czego wynikają te dysproporcje, że mężczyźni mają łatwiej?

Haniaa: Organizacje boją się inwestować w kobiecy esport, ponieważ jest to niepewna płaszczyzna. Turniejów jest mało, a do tego kobiet, które grają na fajnym, przyzwoitym poziomie nie jest dużo. Dlaczego więc organizacje miałyby w coś takiego często wchodzić? W ostatnim czasie sytuacja jednak się zmienia.

Angelka: Sądzę, że przyczyną jest mniejsza liczba grających kobiet oraz niewielu sponsorów. Nie orientuję się, jaki jest współczynnik zawodniczek i zawodników, ale myślę, że jest to 5% do 95%. Co za tym idzie, jest mniej dobrze rywalizujących dziewcząt. Jestem zdania, iż to właśnie przez te czynniki sprawy tak się mają. Kobiecie nie jest łatwo wejść na poziom faceta, ponieważ żaden mężczyzna na wyższym poziomie nie weźmie takiej kobiety do drużyny. Mam wrażenie, że gracze nawet na niższym levelu jak Tier 5 nie chcieliby grać w konfiguracji z przykładowo jedną kobietą. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Zdarzają się takie drużyny i znam nawet jedną, ale gra na poziomie ESEA Intermediate.

W takim razie co waszym zdaniem powinno się zmienić w tej kwestii albo jak przekonać organizacje, by szły w kierunku spopularyzowania żeńskiej sceny?

Angelka: Mnie brakuje takich projektów, jak ten, który w przeszłości zorganizowała Frida w  Polsce. Do akademii zgłosiło się sto dziewcząt, a organizacja wybierała najlepszą piątkę i proces trwał miesiącami. Wszystkie dziewczyny mogły się trochę poduczyć od trenerów, ponieważ losowana była drużyna, a kobiety grały rolami i się nimi zamieniały. Kobiety grały po miesiąc w jednym, a następnie przez kolejny miesiąc w drugim teamie. Finalnie po turach odpadały i wyłaniana była najlepsza piątka. Sądzę, że na pewno brakuje takich inicjatyw w Europie. Obstawiam, że jest dużo kobiet, które grają po prostu dla zabawy, ale nie mają znajomości, żeby przebić się dalej. Fajnie, aby takich idei było więcej nie tylko w Polsce, ale na całym Starym Kontynencie. Wtedy z pewnością ten profesjonalny poziom ruszyłby do przodu, ponieważ kobiet byłoby więcej, a co za tym idzie – więcej drużyn.

Nad Wisłą w pewnym momencie mieliśmy naprawdę wiele zespołów, ponieważ udało się nawet zorganizować ESL Sprite Mistrzostwa Polski Kobiet. W samym turnieju wzięło udział osiem ekip, a trzeba jeszcze doliczyć, że były takie, które się nie dostały.

Haniaa: Tak jak powiedziała Angelika, w tamtym okresie wiele się działo. To jest ten klucz, który jest w stanie zmobilizować organizacje, by te inwestowały w kobiety i było więcej turniejów i okazji, gdzie dziewczyny mogą pokazać, że poświęcają temu czas i nie jest to byle co, a że naprawdę wkładają w grę wiele serca. Dla organizacji to też może być duży plus, ponieważ kobiety wykręcają dobre zasięgi. Myślę, że to też jest główny czynnik, który motywuje te podmioty do inwestycji w żeńskie składy.

W nowych składach często bywa tak, że te szybko się rozpadają, a na żeńskiej scenie jest to wręcz czymś normalnym. Jeśli chodzi o Totalne Gituwy, to w składzie (Angelkaa, Danuu, Liina, vicu i Haniaa) gracie łącznie cztery i pół miesiąca. Dokładacie do tego naprawdę spore sukcesy. Co według was jest kluczem takiego stanu rzeczy, a także, przez co zespoły szybko się kończą?

Angelka: Ważne jest dobranie charakterów w drużynie. Gdy któraś z którąś się nie dogaduje bądź też podobnie jest u facetów, wówczas taki zespół nie osiągnie niczego wielkiego, a może wyniknąć także problem poprzez pojawienie się konfliktu. Według mnie dobór charakterów jest podstawą. Ważny jest wzajemny szacunek oraz to, by każdy się lubił. W naszej ekipie mamy bardzo fajnie dobrane charaktery. Umiemy się pośmiać i czuć tę chemię. To właśnie ten aspekt jest kluczem do sukcesu.

Hania: Myślę, że istotnie jest mieć wspólny cel. W naszej drużynie wygląda to tak, że ta powstała z luźnej inicjatywy, a w zasadzie to mojej i Angelki. Każda z nas była zmotywowana do tego, by wygrywać i być lepszymi. Wszystkie widziały w tym sens, bo uważałyśmy, że będziemy dobrze współpracować. Nie pojawiają się żadne kłótnie ani spiny między sobą. Nasza formacja dobrze prosperuje i przez pryzmat czterech miesięcy żadna z nas nie miała nawet myśli, by coś zmieniać w naszym składzie.

Powiedziałyście o chemii, która występuje w waszej ekipie. Wasza dwójka nie jest sobie obca, ponieważ wspólnie grałyście w barwach Izako Boars. Co prawda Angelkaa reprezentowała barwy tej organizacji dłużej, co nie zmienia faktu, że wspólnie spędziłyście tam rok. Co dla was znaczy ta znajomość? Czy przekłada się na fakt, że aktualnie wszystko funkcjonuje lepiej?

Hania: Tak naprawdę, kiedy dołączyłam do Izako Boars, to wszystko było dla mnie nowe. Właśnie wtedy poznałam Angelikę i od samego początku poczułam z nią chemię. Mogę otwarcie powiedzieć, że nadajemy na tych samych falach. Teraz widać efekty tej rocznej gry i naszej współpracy. Uznaję Angelikę za przyjaciółkę nie tylko z CS-a, ale także życia prywatnego. Te okoliczności na pewno przekładają się na naszą grę.

Angelka: Wraz z Hanią mamy nieustanny kontakt. Spotykamy się poza grami, traktujemy siebie jako przyjaciółki. Nawet jeździłyśmy wspólnie na wakacje. Bezsprzecznie ma to przełożenie na obecne dogadywanie się. 

Za czasów gry w Izako Boars udało wam się dotrzeć do półfinału Galaxy Racer Female, a także zdobyć wicemistrzostwa Female Champions Cup i Amubsh Feamle Spring Cup. Jak z perspektywy czasu oceniacie te wyczyny? Jesteście z nich usatysfakcjonowane, czy może pozostaje niedosyt?

Haniaa: Na tamten czas to były dla mnie duże osiągnięcia. Myślę, że mogłyśmy zdziałać jeszcze więcej, ponieważ nie był to szczyt naszych możliwości. Wydaje mi się jednak, że naprawdę przynosiłyśmy organizacji spore sukcesy. Dlatego też tamten czas wspominam bardzo pozytywnie. 

Angelka: Dołączając do Izako Boars miałam bardzo małe doświadczenie. Na dobrą sprawę dopiero wchodziłam na tę profesjonalną scenę, więc jestem zadowolona z tego, co osiągnęłyśmy. Wiadomo, że mogłyśmy zdziałać troszeczkę więcej. Pojawiały się zmiany, ponieważ trzeba zbudować jak najlepszy zespół. Ostatnia modyfikacja była spowodowana tym, że Michalina “Młoda” Chudzińska nie mogła dalej grać. Jestem ciekawa, czy gdybyśmy otrzymały trochę więcej czasu, (ponieważ wtedy Izako Boars zrezygnowało z żeńskiego składu przez to, że nic się nie działo na scenie i jest to w stu procentach zrozumiałe) jak prezentowałaby się nasza gra po tej ostatniej zmianie, gdybyśmy otrzymały pół roku. Zadaję sobie pytanie, co by się stało przez ten czas. Czy byłybyśmy w stanie wzbić się na tak wysoki poziom, żeby być w gronie TOP1-TOP2, czy też nie.  

Haniaa: Warto też zauważyć, że przez pewien okres byłyśmy w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o Europę. Wydaje mi się tak, jak powiedziała Angelika, że gdybyśmy miały jeszcze trochę czasu to naprawdę mogłybyśmy walczyć o miano najlepszej drużyny na europejskiej scenie. Niestety przez brak turniejów w tamtym okresie musiałyśmy zrezygnować z drużynowego grania. Nikt nie wie, co byłoby teraz.

Na początku lipca ubiegłego roku organizacja wam podziękowała. Jakie były wasze pierwsze odczucia i reakcje na tę decyzję? Czy był element zdziwienia, czy jednak byłyście z tym pogodzone właśnie przez brak zmagań?

Angelka: Nie byłam zdziwiona właśnie przez brak turniejów. Organizacja również musi mieć te turnieje oraz wyniki. Nie byłyśmy w ogóle zaskoczone. 

Haniaa: U mnie było podobnie. Myślę, że każda w tamtym czasie już przewidywała, że tak niestety będzie. W tamtym momencie pozostawało pytanie: “Co dalej z nami”. Grałyśmy przez dłuższy okres razem i właściwie przez brak wydarzeń nasza przyszłość stała pod wielkim znakiem zapytania. Niewiadomą było co będziemy robić dalej. Końcowo niestety musiałyśmy się rozstać, a każda poszła w swoją stronę. Po prostu czekałyśmy, aż w końcu te turnieje się pojawią.

Angelka: Dodatkowo myślę, że dużo dziewczyn przeszło już na VALORANTA ze sceny CS:GO i próbowało swoich sił w innej grze, na nowej scenie, którą znowu tworzyła Frida. Nie było żadnych turniejów, ale wraz z nowym rokiem sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Nagle dziewczęta zaczęły wracać do rywalizacji w CS-ie czy to Wiktoria z naszej drużyny (Wiktoria “vicu” Janicka – przyp. red.) czy inne kobiety, które przykładowo grają aktualnie w Entropiq. To fajna organizacja, która zainwestowała w żeńską scenę i bardzo się cieszę, że te podmioty wchodzą na scenę kobiecą. Mam nadzieję, że kolejne wielkie marki będą szły tymi śladami i ich liczba się zwiększy, a to wszystko będzie się rozwijało. Wierzę również, że nie tylko samo ESL zainwestuje, ale wróci także GIRLGAMER i inne turnieje. 

No właśnie. VALORANT. Czy nie myślałyście tak jak inne dziewczyny, żeby spróbować swoich sił w tytule od Riot Games, czy jednak chciałyście być wierne Counter-Strike’owi?

Haniaa: Jednak pozostałam zwolenniczką CS-a do końca. Już od samego początku VALORANT to nie były moje klimaty i stwierdziłam, że nie będę się w coś pchała tylko dlatego, że jest na topie. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze postąpiłam i poczekałam do momentu, w którym pojawią się turnieje. Robiłam swoje i wciąż grałam w Counter-Strike’a. Tak pozostało dotąd.

Angelka: Jestem streamerką, więc gram w różne gry i nie mam z tym problemu. Jednak VALORANT nie podobał mi się od samego początku. Co prawda próbowałam grać i przekonywać siebie do tego tytułu, ale było to totalnie dla zabawy. Poświęciłam mało godzin, a gra mi się nie spodobała. Po becie odpuściłam i stwierdziłam, że CS to jest ta gra, w którą kocham grać i sprawia mi to dużo radości. Pomyślałam, że będę grać dla zabawy, a przy okazji pograć w jakiś hubach, a być może gdzieś dalej się dostać. Rozgrywałam FACEIT-y, mając przy tym nadzieję na to, że scena w końcu wróci. Po Izako Boars Ladies przez 2-3 miesiące byłam częścią europejskiego teamu. Dziewczyny namówiły mnie na grę, chociaż na scenie się nic nie działo. Stwierdziłam jednak, że “kurcze, pogram – czemu nie?”. Przez ten czas brałyśmy udział w lidze, chociaż nie udało się jej wygrać. W ostateczności było to fajne i nowe doświadczenie, które udało mi się zebrać. Zobaczyłam rywalizację z innej perspektywy. Szkoda, że nasza drużyna się rozpadła, ponieważ miało to miejsce na przełomie listopada, kiedy na scenie panowała stagnacja, przez co dziewczyny nie miały motywacji do gry. Jednak po dwóch miesiącach sytuacja uległa totalnej odmianie, a każda z kobiet gra aktualnie w innej formacji.

A jak wyglądał okres od lipca 2021 roku do stycznia bieżącego roku w wykonaniu Hani? 

Haniaa: Kiedy zamknął się rozdział związany z Izako Boars zrobiłam sobie dłuższą przerwę od CS-a. Przez brak wydarzeń na scenie nie miałam drużyny. Motywacja do grania również mocno spadła. Przy grze w CS:GO trzymał mnie jedynie zespół. Jednak na początku tego roku Angelika napisała do mnie z propozycją grania teamowaego. Z racji, że widziałam potencjał od samego początku, to zgodziłam się bez wahania. To właśnie dzięki temu wróciłam do regularnego grania.

Wracając do Totalnych Gituw, to połowę marca można uznać za wasz pierwszy sukec, ponieważ awansowałyście z otwartych kwalifikacji do ESL Impact League. Jakie były wasze wrażenia tuż po dostaniu się do tej ligi?

Haniaa: To zdecydowanie było nasze największe dotychczasowe osiągnięcie. Ten awans również był takim małym celem, który chciałyśmy, a wręcz musiałyśmy zrealizować. Do tego zagadnienia przygotowywałyśmy się najbardziej. Nie oszukujmy się, że cała liga oraz DreamHack są aktualnie najbardziej prestiżowymi turniejami, w jakich można tylko grać na żeńskiej scenie. Każda z nas w momencie dostania się do ligi spełniła jednocześnie swoje małe marzenie. 

Angelka: Ten awans na pewno był kopniakiem motywacyjnym, ponieważ tak jak powiedziała Hania, ESL Impact League jest prestiżową ligą, z której można dostać się na wielki, a zarazem największy turniej na scenie. Przy okazji grania w takich zmaganiach można zdobyć wielkie doświadczenie, ponieważ gramy przeciwko najlepszym zespołom. Ponadto, jak już wspomniałam jest szansa dostania się na DreamHacka w Ameryce (Dallas – przyp. red.) i pojechania na LAN-a, gdzie pojawią się zespoły nie tylko Europy, ale także z trzech innych regionów. Gdyby udało się dostać na imprezę w Stanach Zjednoczonych, wówczas zmierzenie się z najlepszymi drużynami pokroju CLG Red czy FURIĄ Female byłoby wielkim przeżyciem. Osobiście jestem ciekawa poziomu, który będzie panował na DreamHacku. Fajnie, że udało się dostać do tych zmagań, ponieważ to nas zmotywowało do dalszej pracy. 

Jeśli zapytam, czy powstanie ligi od ESL było potrzebne żeńskiej scenie, to najprawdopodobniej zadam retoryczne pytanie, prawda?

Angelka: Myślę, że bez tego, co ESL przygotował na ten rok, raczej nie było niczego innego. Na żeńskiej scenie aktualnie dzieje się coś wyłącznie z inicjatywy Electronic Sports League. ESL na cały rok opublikowało i zaplanowało wszystkie turnieje. Do tego podłączyło się Leagues.gg. Pierwotnie rywalizowałyśmy w drugiej lidze, ale dostałyśmy się do pierwszej dywizji. Myślę, że jedynie kwestią czasu jest dołączenie wielkich marek na kobiecą scenę oprócz samego ESL-a. 

Haniaa: Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że gdyby nie ESL Imapact League oraz brak zaplanowania całego roku w turnieje, to raczej nie grałabym aktualnie w CS-a. Tak jak powiedziała Angelka, na ten moment jedynie ESL coś robi w kierunku żeńskiej sceny. Powoli powstają mniejsze turnieje dla kobiet, ale aktualnie wszystko dzieje się w nie szybkim tempie.  

Poruszyliśmy temat osiągnięcia, jakim jest dostanie się do ESL Impact League, ale przypieczętowanie awansu do fazy play-off tej imprezy wydaje się jeszcze większą zasługą. Sprawujecie się naprawdę wyśmienicie w zmaganiach grupowych, ponieważ po czterech z sześciu kolejek nie przegrałyście jeszcze ani jednego starcia. Dla wielu osób jesteście dużym zaskoczeniem. Czy spodziewałyście się tak łatwej przeprawy w trwającej jeszcze grupie?

Angelka: Od początku wiedziałyśmy, że jesteśmy w stanie wyjść nawet z pierwszego miejsca. Miałyśmy świadomość, z jakimi drużynami przyjdzie nam rywalizować, chociaż NOFEAR5 sprawiało nam duże problemy za czasów gry w Izako Boars Ladies. Aktualnie skład rosyjskiej ekipy się nieco zmienił. Zdawałyśmy sobie sprawę, że weszłyśmy na ten wyższy poziom. Myślę, że dla nas nie było wielkim zaskoczeniem, że potrafimy pokonać GODSENT, NOFEAR5 czy Ambush. Od startu wiedziałyśmy, że jeśli chcemy rywalizować na najwyższym levelu, to musimy z takimi zespołami wygrywać. Jednak nie jestem pewna, czy każda z nas przypuszczała, że uda nam się triumfować w czterech z czterech pojedynków do tej pory i w żadnym z nich nie podwinie nam się noga. Pierwsze trzy mecze wygrałyśmy bez straconej mapy. To też według mnie jest dużym plusem, bo dopiero w czwartej potyczce z NOFEAR przegrałyśmy arenę. 

Haniaa: Moim zdaniem w tym wszystkim również dużą rolę odgrywa doświadczenie całego naszego zespołu. Wszystkie są obyte i wiedzą czego można się spodziewać po innych drużynach. Każda była pewna tego, że możemy rywalizować jak równy z równym ze wszystkimi składami z naszej grupy, ale z pewnością nie byłyśmy pewne tego, że aż w pierwszych trzech starciach będziemy triumfować bez straty mapy. Wydaje mi się, że było to duże zaskoczenie, a jednocześnie kop motywacyjny do tego, że możemy naprawdę wiele zdziałać. 

Jakie są wasze emocje związane z okolicznością, że jesteście już coraz bliżej dostania się do DreamHacka w Dallas? W końcu jest to największy turniej dla kobiecej sceny na obecny moment. Nie pozostaje wam nic innego jak tylko i aż przebrnięcie przez fazę play-off.

Angelka: To będzie tylko jeden mecz w formacie BO3. Wiadomo, że w takim spotkaniu może zdarzyć się wszystko, a my możemy mieć gorszy dzień, podczas kiedy druga drużyna będzie mieć świetny moment. Będziemy spokojne, szczęśliwe oraz na świętowanie przyjdzie czas dopiero po tych play-offach. Na ten moment trudno jest powiedzieć cokolwiek więcej. Wiadomo, że cieszymy się z tego, co już mamy, ale dopiero po etapie pucharowym będziemy się ekscytować tym, co będziemy mieć, jeśli uda się awansować do DreamHacka.

Haniaa: Każda z nas jest teraz dumna z tego, do czego doszłyśmy. Jednocześnie jednak wiemy, że przed nami jest dużo pracy. Po prostu nie można osiadać na laurach z myśleniem, że “wygrałyśmy z każdym, to już będzie łatwo”, bo tak nie będzie. Z każdym starciem pojawi się jeszcze większy opór, ponieważ drużyny wiedzą już jak gramy, mają sporo meczów do analizy i mają świadomość jak się pod nas przygotować. My natomiast staramy się nieustannie progresować i pokazywać, że miejsce, w którym się znajdujemy, nie jest przypadkiem.

Przed wami jeszcze dwa mecze rewanżowe, a mowa tu o potyczkach z GODSENT i Ambush. Jakie są wasze nastawienia przed tymi meczami? Chyba nie będziecie mieć większego nacisku na triumfy, czy może wręcz przeciwnie i zależy wam na dowiezieniu kompletu zwycięstw? 

Angelka: Bardzo zależy nam na tym, żeby wyjść z grupy z pierwszego miejsca i grać przeciwko drugiej drużynie z grupy A. W ostatnią niedzielę rywalizowałyśmy przeciwko Nigmie Galaxy, ale nie udało się jeszcze z nimi wygrać. Uważam, że czeka nas jeszcze długa droga i wiele pracy, żeby nad nimi górować. Są to dziewczyny, które są bardzo mocne i mają dobrze dobraną drużynę, która na ten moment jest najlepszym zespołem w Europie. Charakteryzują się wielkim doświadczeniem. Spotkanie z nimi w play-offach byłoby bardzo trudnym orzechem do zgryzienia. Dlatego też wolałybyśmy zmierzyć się z ekipą z drugiej pozycji, która mogłaby być na naszym poziomie pod względem doświadczenia i umiejętności, aniżeli z Nigmą, która może wykorzystać każdy, nawet nasz najmniejszy błąd. Na pewno sprawiłoby to, że byłyśmy spokojniejsze i pewniejsze siebie, a także stres nie dawałby się aż tak we znaki. 

Haniaa: Od początku byłyśmy nastawione na to, że musimy wyjść z pierwszej lokaty. Bardzo nam na tym zależy, ponieważ będzie to łatwiejsza przeprawa w play-offach. To za sprawą tego, że tak jak powiedziała Angelika, Nigma Galaxy to nie jest jeszcze nasz poziom. Wydaje mi się, że jest to kwestia paru tygodni, a być może miesięcy, by wejść na stopień tych zawodniczek. W fazie play-off wolimy trafić na inną drużynę niż właśnie tą. Nadchodzące dwa mecze będą dla nas kluczowe, a zwłaszcza potyczka z GODSENT o pierwszą pozycję. To także będzie pokazanie, że zwycięstwa z wszystkimi formacjami z naszej grupy nie są przypadkowe. 

Zawsze albo prawie zazwyczaj sukcesy mają swoich ojców. Co prawda na pierwszym planie jest oczywiście wasza piątka, ale jest również trener, Dawid “Zefir” Seifert. Jak rozpoczęła się współpraca z Zefirem, a także jak sporą rolę odgrywa on w zespole? 

Haniaa: Tak naprawdę Zefir był naszym wspólnym znajomym od dłuższego czasu. Znaliśmy się wiele miesięcy. Z racji, że Dawid właściwie sam do nas napisał, czy nie potrzebowałyśmy jakiejś pomocy albo analizy to stwierdziliśmy, że “czemu nie”. Do tamtego czasu pomagał nam AlcesT (Adrian “AlcesT” Chyziak – przyp. red.), który miał już mniej czasu, ponieważ dołączył do męskiej drużyny na wyższym poziomie (AVEZ – przyp. red.), dlatego też gratulacje Adrian. W tamtym momencie pomoc Zefira była nam bardzo potrzebna, ponieważ zaczynałyśmy dopiero trenować i potrzebowałyśmy dużej pomocy od strony analitycznej, a także męskiego spojrzenia na naszą grę. 

Angelka: Zefir dodaje różne rzeczy w trakcie naszego meczu. Inicjuje pomysłami podczas przerw, sugeruje, w jaki sposób mogą zagrać przeciwniczki, czy też jak my możemy postąpić w następnej rundzie. Myślę, że ważną kwestią jest brak pomysłów, bo kiedy nie idzie, coś się dzieje czy potrzebujemy rundy, żeby przełamać przeciwnika, to Zefir właśnie jest i pomoże. Nie ma czegoś takiego, że musimy się martwić o to, co zrobić. Zawsze jest ten pomysł. Dawid obserwuje i pomaga, a takiej osoby potrzebowaliśmy od samego początku, która ciągle będzie wspierać. 

Haniaa: Osobiście mogę jeszcze dodać, że od momentu kiedy jest z nami Zefir to widać progres w naszej grze. Od kiedy bierze udział w każdym naszym treningu, można oficjalnie powiedzieć, że jest naszym trenerem. Wydaje mi się, że każda z nas mu dużo zawdzięcza i widzi w nim autorytet.  

Drogę, którą przebyłyście w ciągu ostatnich czterech miesięcy idealnie odwzorowuje ostatnia aktualizacja rankingu HLTV. Co prawda notowanie nie jest zawsze wielkim wyznacznikiem, ale zajmujecie 290. miejsce i jesteście jednocześnie jedynym składem z polskiej sceny w tym zestawieniu. Jak się czujecie z tym faktem? Jest to dość miłe wyróżnienie.

Haniaa: Dla naszej drużyny to było wielkie osiągnięcie, bo dla większości z nas jest to pierwszy moment kiedy mamy konto na HLTV. Mnie cieszy się buzia, kiedy o tym mówię, ponieważ niby to nic, ale cieszy. Na damskiej scenie jest to duże wyróżnienie i nie pozostaje nic innego, jak tylko dopisywać zwycięstwa i piąć się w górę. 

Angelka: Jest to świetne uczucie, kiedy grasz już tyle czasu i nagle twój mecz pojawia się na HLTV. To małe wyróżnienie, a jednocześnie duży plusik.  

Haniaa: Dla mężczyzn nie ma zbyt wielkiego efektu “WOW”, bo prawie każdy facet, który gra nawet w Tier 5 ma to konto na platformie HLTV, ponieważ bierze udział w takich turniejach, które pojawiają się na tym serwisie. Dla kobiet natomiast jest to renomowana okoliczność, a także rzecz, którą dziewczęta i zespół mogą się wyróżnić. 

Czego wam życzyć poza dobrym występem w fazie play-off i jednoczesnym awansem na DreamHacka Dallas?

Angelka: Znalezienia domu, dzięki któremu będziemy mogły rozwijać się dalej. Organizacja mogłaby nam pomóc w kwestii bootcampów, czy też, żebyśmy nie musiały wszystkiego same robić i opłacać, jak chociażby ligi na ESEA czy właśnie zgrupowań. Potrzebujemy domu, który nam zaufa, a jednocześnie się nami zaopiekuje. 

Hankaa: Organizacja na pewno zmieniłaby obraz naszej gry. Każda z nas w końcu poczułaby się doceniona. Tak więc na pewno trzeba nam życzyć znalezienia domu.