Respawn.pl

Strona główna » G2 Esports w opałach. Riot Games odmówił współpracy z organizacją

G2 Esports w opałach. Riot Games odmówił współpracy z organizacją

Autor: Maciek Paszkiewicz
G2

Mocnym echem w środowisku esportowym odbiła się impreza Carlosa z Andrew Tate, a także późniejsze komentarze z jego strony. Głos zabrał Riot, który postanowił odmówić współpracy z legendarną organizacją – ta nie weźmie udziału we franczyzowych rozgrywkach w Valoranta.

Kilka dni temu G2 Esports, a raczej ich CEO Carlos, świętowało mistrzostwa świata. Na nagraniu udostępnionym przez prezesa Samurajów widać było, jak ten bawi się z Andrew Tate. Na reakcję społeczności nie trzeba było długo czekać – esportowa rodzina podzieliła się na dwa obozy. Jeden krytykował Carlosa za jego przyjaźń, a drugi stanął w jego obronie. Głosy krytyków były jednak głośniejsze i trudno się temu dziwić – Tate jest przeciwieństwem wartości, jakie ma promować esport i o tym trzeba głośno mówić.

Wcześniej G2 Esports zatrudniło pełni żeńską drużynę i bardzo mocno wspierało damski esport, więc taka sytuacja jest niedopuszczalna. Czarę goryczy przelał komentarz: nikt nigdy nie będzie w stanie pilnować moich przyjaźni. Tutaj rysuję swoją linię. Imprezuję z kim do cholery chcę. Taką wypowiedź Carlosa można zrozumieć i o ile wykluczenie go z życia organizacji na aż dwa miesiące było dobrym posunięciem, tak już decyzja Riot Games wydaje się być krokiem za daleko.

neL oraz George Geddes potwierdzili, że G2 jest poza franczyzowymi rozgrywkami na kolejny rok. Samuraje miały grać w amerykańskich rozgrywkach Valoranta, ale Riot Games wycofał się ze współpracy. Jest to o tyle absurdalne, że wydawca Valoranta i League of Legends bardzo dużo w ładnych słowach mówi o równości, ale samemu ma sporo za uszami – nierówno traktował swoje pracowniczki, a jego właścicielem jest Tencent. Dobrze wiemy, jak wiele złego ma chiński rząd za uszami, a Tencent przecież mocno go wspiera. Sam Riot robił problemy pracownikom i esportowcom, którzy otwarcie wspierali wolność Tajwanu – hipokryzja pełną parą.

CZYTAJ TAKŻE: Valorant bije rekord oglądalności