Respawn.pl

Strona główna » Pad do PC i Xboxów z dodatkowymi opcjami! Recenzja Turtle Beach Recon Controller

Pad do PC i Xboxów z dodatkowymi opcjami! Recenzja Turtle Beach Recon Controller

Autor: Krzysztof Sarna

Turtle Beach to marka, która głównie specjalizuje się w urządzeniach związanych z audio i dźwiękiem. Jednakże amerykański producent w ubiegłym roku, a dokładnie to podczas targów E3 zaprezentował m.in. właśnie kontroler, który jest jednocześnie pierwszą taką produkcją tego brandu. Recon Controller został skonstruowany przede wszystkim z myślą o Xboxie, aczkolwiek jest także kompatybilny z komputerami stacjonarnymi. 

Turtle Beach Recon Controller jednak nie jest zwykłym, alternatywnym padem, który swoim designem zdecydowanie przypomina Xboxa. Pad ten wyróżnia się przede wszystkim dodatkowymi opcjami, takimi jak możliwość podpięcia zestawu słuchawkowego przy pomocy złącza jack 3,5 mm, SuperHuman Hearing, czy dwoma dodatkowymi przyciskami, które są mapowalne. Jak zatem można krótko ująć ten sprzęt na samym starcie? Zapowiada się bardzo ciekawie. 

Specyfikacja techniczna Recon Controller: 

Komunikacja:Przewodowa, 3-metrowy przewód USB typu A – USB typu C
Kompatybilność:Xbox Series X|S & Xbox One | Windows 10
Waga:300 g
Wymiary: 180x183x73 mm
Wejście/wyjście audio: 3,5 mm jack dla zestawów słuchawkowych

Opakowanie

Recon Controller od Turtle Beach przybył do mnie w małym, schludnym opakowaniu, które jest zdecydowanie pokryte szarością. Jedynie na samym spodzie dominującą barwą jest czerń. Na samym froncie pudełka nie możemy się spotkać z niczym innym jak samym zrzutem produktu. Tak więc figuruje biało-szary kontroler. Ponadto z przodu, a dokładnie to w prawym górnym rogu producent umieścił dwie informacje: pad charakteryzuje się niemęczącą ergonomią, a także funkcją SuperHuman Hearing (opowiem o niej w dalszej części recenzji). Nie zabrakło także informacji o tym, że urządzenie jest zaprojektowane pod Xboxa (aczkolwiek jest kompatybilne z PC-tem). Z kolei w lewym górnym rogu pojawiło się jeszcze logo marki, a pod nim jeszcze wzmianka o fakcie, że sprzęt oferuje ulepszone funkcje audio. 

Prawa flanka to logo, napis: “Słysz wszystko. Pokonuj wszystkich”. Raz jeszcze Turtle Beach poinformowało, że pad jest zaprojektowany dla Xboxa Series X|S, One oraz Windowsa 10. Natomiast lewa strona to informacje w siedmiu językach (hiszpański, niemiecki, włoski, portugalski, szwedzki, duński, holenderski).

Zwróćmy jeszcze uwagę na sam odwrót, ponieważ to właśnie z niego możemy się dowiedzieć czegoś więcej na temat samego produktu, tuż przed samym odpakowaniem. Projektant poinformował, że dzięki kontrolerowi uzyskamy przewagę dźwięku poprzez uprzywilejowane brzmienia. Znajduje się tu SuperHuman Hearing, a więc autorskiej technologii od Turtle Beach (wzmacnia kluczowe dźwięki, jak chociażby kroki przeciwnika, czy nadjeżdżające pojazdy). Z tylnej części kartonu wyczytamy także, że Recon Controller posiada ergonomiczne uchwyty chłodzące i tryb Pro-Aim.

Znalazły się jeszcze napomknięcia o dwóch mapowalnych przyciskach, monitorowaniu mikrofonu, opcji podłączenia słuchawek 3,5 mm czy zwrotnym sprzężeniu wibracyjnym.

Unboxing 

Odpakowywanie sprzętu to najprawdopodobniej najbardziej lubiana przeze mnie nie tylko część recenzji, ale na ogół wykonywana czynność. W padzie od Turtle Beach unboxing polega na zerwaniu plasterka taśmy. W środku kryje się wytłaczanka z masy papierowej. Tuż po jej wyjęciu od razu w oczy rzuca nam się instrukcja. Pod nią znalazła się naklejka o średnich wymiarach 5×5 cm, a także ulotka poświęcona pomocy od samej marki. 

Przewodnią częścią oraz tym, co nas najbardziej interesuje, jest oczywiście pad oraz przewód, który zastałem w foliowym woreczku. “Danie główne” nie zostało w nic zapakowane, aczkolwiek nie stanowi to żadnego problemu. Kontroler jest zabezpieczony przed ewentualnymi przemieszczeniami podczas transportu, a to z uwagi na wcześniej wspomnianą wytłaczankę. Zasadniczo to byłoby na tyle, jeśli chodzi o sam proces odpakowania. 

Tak więc pora przejść do najbardziej interesujących sekcji recenzji, w których przyjrzymy się temu, co tak naprawdę oferuje Recon Controller.

Pierwsze wrażenia

Oczywiście po procesie unboxingu pierwszą czynnością, którą wykonałem, było wzięcie pada w dłonie i przymierzenie jak leży. Odczucia? Sporo by tu odpowiadać, ale przecież po to się tu znajdujemy! Machina przede wszystkim dobrze leży w rękach i jest wygodna. Producent podaje, że waga to 300 gramów. Rzecz jasna, nie byłbym sobą, gdybym tego sam nie zweryfikował. Wydaje się, że liczba podana przez amerykańskiego wykonawcę jest zawyżona, ponieważ moja waga wskazała 231 gramów. Być może do tego należy doliczyć jeszcze przewód, ponieważ wtedy rzeczywiście łączna masa jest bliska trzystu gramom. 

Summa summarum kontroler nie tylko sprawia wrażenie lekkiego, ale po prostu taki jest. To ważny aspekt, przy dłuższych sesjach nasze dłonie nie będą znacząco obciążone, a to finalnie nie przełoży się na wielkie zmęczenie. 

Czysto teoretycznie na pierwszym planie w tej sekcji powinien umiejscowić nieco inne wrażenie. Nie bez powodu producent zza oceanu mówi, że produkt jest dedykowany do Xboxa, ponieważ kiedy ujrzałem go po raz pierwszy poczułem, jakbym trzymał oficjalny sprzęt od Microsoftu. Zatem Turtle Beach w tym aspekcie bardzo się postarło, bo pad jest mocno zbliżony do tego z Series X. Na samym starcie z lekka przerosła mnie mnogość przycisków, chociaż te, jak się później okaże, są bardzo przydatne, a zarazem pomocne. 

Ogólnie rzecz ujmując, spasowanie elementów wydaje się dobre. Same przyciski nie chodzą ani za lekko, ani za ciężko. Sprawiają wrażenie wyważonych i trwałych, które powinny posłużyć na lata. Poruszałem także analogami. Te chodzą należycie tak jak w konstrukcjach z najwyższej półki. Jak więc podsumować sam początek? Wydaje się, że Turtle Beach przychodzi z konstrukcją, która może w pełni konkurować z kontrolerem od Xboxa. Jednakże warto wziąć pod uwagę słowo klucz “wydaje się”, ponieważ to dopiero pierwsze wrażenie. O tym, czy rzeczywiście Recon Controller jest dobrym zamiennikiem dla Microsoftowego pada, przekonamy się w kolejnych akapitach. 

Budowa i wygląd

Kontroler, który otrzymałem, jest w białej wersji kolorystycznej. Sam kolor jednak nie ogranicza się wyłącznie do bieli, ponieważ nietrudno jest zauważyć szare, gumowe nakładki na gripach czy analogi, D-Pada, górny panel, a także przyciski LT, RT, LB i RB spasowane w czerni. Do tego czarne są także dwa dodatkowe, mapowalne “kliki”’, których nie znajdziemy w autorskim padzie od Xboxa. Tak więc spotkałem się z kontrastowym ubarwieniem. Zaznaczę jednak, że na rynku jest dostępna także druga tonacja, a mianowicie czerń. W przypadku tego produktu zastaniecie pada, który praktycznie jest cały czarny, a jedynie miejscami znajdą się szare elementy. 

Gdy walory kolorystyczne mamy za sobą możemy przejść do samych elementów, z których kontroler został stworzony. Sprzęt został wykonany z plastiku, miejscami także matowego. Ten jednak wydaje się nie być przeciętnym, a najzwyczajniej w świecie dobrym. Niektóre elementy, takie jak bumpery i triggery, czy także dwa przyciski na odwrocie poza tworzywem sztucznym charakteryzują się także chropowatością w dotyku. Nie można jeszcze zapominać o gumowych nakładach na gripach, ponieważ te są solidne, a w dodatku nie uświadczymy ich w kontrolerze od Xboxa Series X, aczkolwiek model Elite 2 już je ma. Tak więc stwierdzenie, że Turtle Beach skorzystało z obu tych typów, jest jak najbardziej zasadne. 

Przy budowie i wyglądzie nie może zabraknąć rozmieszczenia poszczególnych elementów. Jak już wspomniałem – uchwyty zostały pokryte gumowymi nakładkami, które jednocześnie pełnić będą funkcję “cooling grips”. Nazwa może być nieco myląca, ponieważ gripy co prawda nie będą chłodzone, ale przez pierwotny czas korzystania z urządzenia redukowane będzie ciepło. Mówiąc dosadnie, gumowe nakładki wolniej się nagrzewają, aniżeli plastik. Jednakże po czasie temperatura się wyrówna, zwłaszcza przy sesjach powyżej godziny. Niby detal, ale szczególnie przydatny dla osób, które lubią zagrać jeden meczyk w FIFĘ, a następny dopiero po jakimś czasie. W kontekście samych nasad jeszcze muszę dodać, że z prawej strony pojawił się napis “RECON”. 

Odbiłem nieco od usytuowania wszystkich komponentów, tak więc już wracam. W środkowej części dołu zastaniemy logo producenta. Natomiast pod logiem, pomiędzy frontem a odwrotem (pomiędzy gripami) znalazło się złącze słuchawkowe na jacka 3,5 mm. Po prawej stronie emblematu znalazł się jeden z dwóch analogów, który na rantach znalazł chropowate wykończenie. Szczególnie przydatny zabieg dla osób o wzmożonej potliwości rąk. Idąc dalej po prawej flance mamy oczywiście przyciski XYAB. Na lewej flance z kolei znalazły się D-Pad i drugi analog. 

Sam środek postanowiłem zostawić na sam koniec opisu frontu, ponieważ jest najbardziej złożony. Na pierwszym planie widnieje bezspornie widnieje guzik Xboxa, a tuż pod nim dioda i trzy kolejne “pstryczki”: podglądu, udostępniania, a także menu. W zasadzie na tym kończy się pad, jeśli chodzi o Xboxa Series X. Jednakże w przypadku Recon Controller mowy o końcu nie ma, ponieważ omówię teraz najprawdopodobniej punkt kulminacyjny tego produktu. 

Z racji tego, że Turtle Beach specjalizuje się przede wszystkim w kwestiach dźwiękowych, to kontroler otrzymał kartę dźwiękową. Tak też nad przyciskiem od Xboxa znalazło się jeszcze osiem kolejnych! Dzięki nim możemy podnieść lub zmniejszyć poziom głośności. To samo tyczy się mikrofonu. Oddzielny “klik” przeznaczono także na mutowanie mikrofon, funkcję SuperHuman Hearing, MODE oraz SELECT. 

Idąc dalej, a zasadniczo to obracając produkt o dziewięćdziesiąt stopni, zastaniemy złącze USB-C, do którego jak każdy się domyśla, podpinamy przewód. Po obu bokach gniazda znalazły się guziki LT, RT, LB, RB, które nie dość, że są chropowate, to jeszcze błyszczą. Na tym również zakończyłby się dedykowany pad, ale nie w przypadku dzieła od TB. Tuż nad gripami zostały jeszcze dodane dwa guziki, które są w pełni mapowalne. Dokładnie są to: P1 i P2. 

Całą budowę kończy kabel, którego długość to trzy metry. Przewód jest bardzo staranny, a oplot tylko to potwierdza. Z jednej strony mamy złącze USB typu A, które podłączamy czy to do komputera, czy do Xboxa. Z drugiej natomiast jest USB typu C służące do podpięcia pod peryferium. 

Funkcjonalność, użytkowanie

Na pewno zapytacie: “A no jak się korzysta z Recon Controllera”. Odpowiedź, że “dobrze” bezsprzecznie nie będzie wyczerpująca, a jednocześnie zachęcająca nawet do rozważenia o zakupie tego sprzętu. Przybliżę zatem nie tylko samo obcowanie z alternatywą dla pada od Xboxa, ale także opowiem o wszystkich technologiach i opcjach, które zostały w sprzęcie od Turtle Beach zastosowane, a których nie uświadczycie w dziele od Microsoftu. 

Jeśli mówimy o zastosowanych technologiach, to nie można nie rozpocząć od SuperHuman Hearing. To świetny element przede wszystkim dla graczy, którzy oddani są strzelankom i FPS-om. Funkcja ta podbija najważniejsze dźwięki. W tym gatunku gier będziemy mówić o takich aspektach jak kroki, przeładowywanie broni czy scopowanie karabinu snajperskiego. To właśnie dzięki temu otrzymujemy przewagę w tego typu rozgrywkach. Jak to sprawdza się w praktyce? A no rzeczywiście, poprawa jest. Zwłaszcza w momencie, kiedy to rywal zbliża się w naszym kierunku. 

Od SuperHuman Hearing odchodzimy, ale nadal zostajemy w przestrzeni audio. Jak już wcześniej wspomniałem, Turtle Beach zdecydowało się na zainicjowanie karty dźwiękowej, która robi robotę w całym kontrolerze. Tak więc możemy podłączyć zestaw słuchawkowy, a ponadto zarządzać dźwiękiem za pomocą panelu, który jest na samej górze. To właśnie najbardziej rzucająca się różnica kosmetyczna w porównaniu z dedykowanym sprzętem od Microsoftu. Jeśli chodzi o panel, to znajdują się tutaj cztery opcje: Siganture Sound, wzmocnienie basu, wzmocnienie basu i tonów wysokich oraz podbicie głosu. Z kolei przyciski, które zostały umiejscowione obok, zajmują się regulacją głośności. Ten po lewej odpowiedzialny jest za dźwięk z konsoli czy PC-ta, a ten po prawej reguluje głośność czatu. Ponadto zastaniemy jeszcze guzik do wyciszania mikrofonu, który przy okazji jego użycia oznaczony jest czerwoną diodą. Co dla mnie może nie tyle szczególne, a przydatne i fajne to odsłuch mikrofonu, a do tego jeszcze poziomy jego głośności. 

Na samym wstępie mówiłem również o Pro-Aim Focus Mode. Dzięki temu zabiegowi możemy dostosować czułość prawego analoga. Producent do dyspozycji oddał cztery stopnie. Samo dostosowanie odbywa się poprzez przytrzymanie prawego, tylnego przycisku dodatkowego i ruszanie samym analogiem. Funkcja ta jest jak najbardziej przydatna w strzelankach z celownikiem. 

Jeśli mam powiedzieć o samym użytkowaniu, to jestem bardzo zadowolony. Moje ręce nie odczuwały zmęczenia nawet po dwóch godzinach gry w FIFĘ. Przede wszystkim na wielki plus są “cooling grips”, które rzeczywiście spełniają nawet należycie swoją rolę. Dopiero po okolicach 30 minut temperatura uchwytów wyrównała się z tą na całym urządzeniu. Tak więc osoby, które grają w krótkich sesjach na pewno będą zadowolone, ponieważ dłonie nie ugledną potliwości.

Nie mogę nie wspomnieć o wibracjach, ponieważ te spisują się świetnie. “Pulsowanie” oczywiście oddziałuje na dwóch gripach. Często nawet wyprzedza minimalnie to, co dzieje się w samej grze. Dodatkowo, by przeciwdziałać poceniu producent z Ameryki krawędzie analogów, bumpery i triggery 

Podsumowanie

Kiedy myślę o podsumowaniu Recon Controllera, to jest mi bardzo trudno zebrać myśli. Stan ten nie jest spowodowany oczywiście negatywnym wydźwiękiem, a pozytywnym. Produkcja od Turtle Beach nie jest pospolita. Mam tu na myśli wiele zabiegów innowacyjnych. Pad ten, to nie kopia Xboxowego kontrolera jeden do jednego, byleby zarobić. Odnoszę wrażenie, że producent ze Stanów Zjednoczonych stanął na wysokości zadania. 

Karta dźwiękowa w padzie? Chłodne nakładki gripów przez pierwszych kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt pierwszych minut użytkowania? SuperHuman Hearing? Pro-Aim? To i tak nie wszystko, co oferuje to urządzenie. 

Uważam, że TB stworzyło świetną alternatywę dla Xboxa, która w mojej opinii jest numerem jeden, jeżeli miałbym kupować pada, czy to do konsoli od Microsoftu, czy do komputera stacjonarnego, jeśli nie zdecydowałbym się na dedykowany sprzęt. Tym bardziej przecież, że cena jest mocno zbliżona. 

Oczywiście nie ma idealnych sprzętów i nie inaczej jest w przypadku recenzowanego przeze mnie pada. Mimo to wady te nie są aż tak rażące, a bardziej są to niedociągnięcia. Niedociągnięciem na pewno nie będzie aspekt komunikacji. Turtle Beach mogłoby się zdecydować na bezprzewodowość, aczkolwiek to wpłynęłoby bezsprzecznie na samą wagę maszyny, ponieważ w środku pojawiłaby się konieczność umiejscowienia akumulatora. Do nieścisłości natomiast można zaliczyć dodatkowe, dwa tylne przyciski. Błędem nie jest ich dodanie, a jedynie trudność samej adaptacji, czy wciskanie ich omyłkowo. Doliczyć także można nieco mniejsze gałki analogowe w porównaniu do dedykowanego urządzenia. Uważam jednak, że w miejscu “niedociągnięć” każda osoba wymieni inne, ponieważ każdy z nas oczekuje czegoś innego, a także ma inne różnorodne preferencje.