Respawn.pl

Strona główna » Szybka wymiana przełączników w myszce! Recenzja Dream Machines DM7 Switch

Szybka wymiana przełączników w myszce! Recenzja Dream Machines DM7 Switch

Autor: Krzysztof Sarna

Peryferia gamingowe z dnia na dzień idą coraz bardziej do przodu. Co musi posiadać dzisiejsza mysz gamingowa, żeby uznać ją za atrakcyjną? Trudno powiedzieć. Wydaje się jednak, że samo poprawne korzystanie może już w pełni nie zadowolić gracza, wszak ten oczekuje coraz to większych bajerów. Najnowsza myszka od Dream Machines jest swego rodzaju przełomem na rynku gryzoni gamingowych.

DM7 Switch, bo tak właśnie nazywa się myszka od Dream Machines, którą wzięliśmy na warsztat, oferuje wymianę przełączników! Co ważniejsze – szybko i bez narzędzi. Czy taki zabieg może skusić współczesnego konesera gier komputerowych? Czym jeszcze może pochwalić się ten gryzoń? Sprawdźcie, czytając poniższą recenzję!

Specyfikacja techniczna DM7 prezentuje się następująco:

Prędkość maksymalna:7m/s
Polling Rate:1000Hz
Przełączniki:Kalih GM 8.0
Sensor: PixArt 3370
USB: Pozłacane
DPI:400, 800, 1600, 3200, 5000, 19000
LOD (lift off distance):~1.8 mm
Lewy przycisk:Kalih GM,  80.000.000 kliknięć
Prawy przycisk:Kalih GM,  80.000.000 kliknięć
Przyciski boczne:3.000.000 kliknięć
Scroll: Huano
Wymiary: 121 x 63 x 39 mm
Waga:75 g (bez kabla)
Kabel:Kabel sznurówka 1.8m
Powłoka: Matowa, czarna
Podświetlenie:Logo
Zawartość:Myszka, instrukcja

Opakowanie

Pudełko, w którym umiejscowiony został DM7 Switch jest zdecydowanie skrojone na potrzeby samego urządzenia. Małe, stylowe z dużym wrażeniem zachowanego minimalizmu. Po naniesionych czcionkach oraz bardzo małej ilości informacji na odwrocie kartonu trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z produktem z wyższej półki. 

Jak to zazwyczaj bywa przy produktach od Dream Machines, opakowanie zostało wykończone czarnym kolorem, podczas gdy napisy są w białym. Producent z Polski uzyskał tym samym bardzo widoczny kontrast. 

Na przedniej stronie pudełka widzimy odbitkę myszki, a nieco wyżej napis z modelem. Gdybyśmy zapomnieli, kto za tym stoi, to w lewym dolnym rogu jest jeszcze logo wraz z napisem marki. 

Po prawej stronie naszym oczom ukazuje się napis ‘DREAM MACHINES’, podczas gdy z lewej logo i napis ‘DM7 Switch’.

Już zdążyłem napomknąć, że z tyłu nie znajdziemy zbyt wielu informacji, jak to bywa w większości propozycji od konkurencji. W przypadku DM7 Switch dowiadujemy się tylko, że myszka jest wyposażona w sensor PixArt 3370, wymienne przełączniki, a także że do czynienia mamy z wagą piórkową wynoszącą zaledwie 65 gramów. 

Unboxing

Zdzieramy jeden okrągły plasterek taśmy na górnej klapie i już nie stoi absolutnie nic na przeszkodzie, by delektować się myszką. W środku jednak poza czarnym, plastikowym i cienkim zarazem pudełkiem, na którym umieszczona jest myszka oraz bardzo krótką instrukcją niczego więcej nie znajdziemy. Już na samym starcie poczułem rozczarowanie, ponieważ przy propozycji za 249 PLN w środku powinniśmy otrzymać po prostu więcej. Na przełomie ostatniego roku miałem okazję testować naprawdę sporo myszek. Autorzy nawet tańszych rozwiązań, kosztujących chociażby sto złotych umieszczali w środku zapasowe ślizgacze czy naklejkę. 

W przypadku DM7 Switch dodatków w ostateczności nie uświadczymy, co może nie spodobać się niejednej osobie. Przy propozycji za ćwierć tysiąca złotych rzeczywiście mamy prawo oczekiwać o wiele więcej. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak bardzo sprawne przejście do dania głównego. 

Pierwsze wrażenia

Potencjał pierwszych odczuć został trochę zmarnowany przez pryzmat tego, że w środku nie zastałem niczego więcej poza myszką oraz instrukcją. Jednak ten temat należy już zostawić i przejść do samego gryzonia, ponieważ to on przecież jest daniem głównym i to na nim należy się skupić. W przypadku DM7 Switch już na pierwszy rzut oka, bez konieczności podłączania produktu do komputera dostrzeżemy kilka rzeczy, które wpływają na nasze pierwsze wrażenie.

Przede wszystkim korpus, który bardzo dobrze leży w mojej dłoni. Myszka co prawda nie może się pochwalić zbyt wielką szerokością, ale jednak bezproblemowo idzie dostrzec, że została skomponowana przede wszystkim dla graczy. W ostatnim czasie bardzo spodobało mi się rozwiązanie w postaci kabla-sznurówki, które spotkało także i “DeeMa Siódemkę”. 

Kliki nie są zbyt głośne, chociaż byłem zadziwiony, że poziom głośności pomiędzy lewym a prawym się różni. O wiele głośniejszy jest prawy klik, chociaż nie umiem w tym miejscu uzasadnić takiego stanu rzeczy, skoro oba przyciski pracują na tych samych przełącznikach.

Budowa i wygląd

Cała myszka jest czarna i poza wtykiem USB nie znajdziemy tutaj innej barwy. Dream Machines w przypadku recenzowanego produktu było bardzo stanowcze. Korpus to matowy plastik, chociaż znajdą się mniejsze, śliskie elementy takie jak trzy kreski na środku, czy mały prostokącik tuż za scrollem. Owe trzy kreski nie pełnią jednak funkcji czysto stylistycznej, a są przyciskiem do odblokowania dwóch głównych klików. To wszystko dlatego, że w gryzoniu możemy zmienić przełączniki. Po obu stronach dla udoskonalenia całości rodzimy producent wstawił lśniące kreski, które wraz z wysokością robią się coraz grubsze. 

Na lewo oczywiście spotkamy się z dwoma przyciskami, które w obecnych czasach są wielkim standardem wśród myszek, a zwłaszcza tych gamingowych. Szczególnie przydają się podczas korzystania z przeglądarki, czy też gier typu FPS, w którym możemy sobie je przypisać i przełączać się chociażby pomiędzy broniami. 

Pod spodem nie mogło zabraknąć sensora oraz naklejki technicznej. W przypadku DM7 Switch jest nieco ciekawiej względem klasycznych rozwiązań, ponieważ przycisk od zmiany DPI został umiejscowiony właśnie na spodzie, a nie na górze jak ma to miejsce zazwyczaj. Tuż nad nim jest mała dioda, która kolorami informuje nas o ustawionej rozdzielczości. Jest jeszcze przełącznik do ustawienia szybkości raportowania. Nie obyło się bez ślizgaczy. Są to dwie teflonowe, cienkie przestrzenie zarówno z dołu, jak i góry. 

Długość przewodu to wielki standard dzisiejszych myszek gamingowych, jakim jest rzecz jasna 1,8 mm. Niektórzy powiedzą, że autorzy już mogliby sobie darować i dobić do tej “dwójki”. Dla mnie nie robi to różnicy, aczkolwiek domyślam się, że dla wielu osób każdy dodatkowy centymetr może być zbawienny. Cały kabel został pokryty oplotem i jest bardzo elastyczny niczym sznurówka buta. Dlatego też kabel został nazwany mianem sznurowadła. Myszka kończy się pozłacanym złączem USB typu A. 

Działanie, użytkowanie

Głównym czynnikiem odpowiadającym za działanie DM7 Switch jest sensor PixArt PMW3370. Nikomu nie trzeba go specjalnie przedstawiać, a także tłumaczyć, że uchodzi on za jeden z najlepszych rozwiązań na rynku. Dlatego też cena “Siódemki” do najtańszych nie należy. Serce urządzenia oferuje nam rozdzielczość nawet do 19 000 DPI. Użytkownik tego produktu ma także niemałą możliwość do dumy, ponieważ List-Off Distance jest bardzo mały. Wszystkiemu wtóruje odświeżanie do 1000 Hz.

Zanim jeszcze przejdę do techniczno-fizycznych odczuć tej myszki opowiem o wrażeniach z gry ukierunkowanych właśnie pod sam sensor. PixArt 33700 może pochwalić się precyzją na naprawdę wysokim poziomie, rejestrując w takich grach jak Counter-Strike: Global Offensive czy Battlefield każdy nasz ruch. Predykcja albo interpolacja? Zapomnijcie! Nie przy tym sprzęcie. 

Dwa główne przyciski zasługują na niemałą pochwałę, ponieważ spoczywają na przełącznikach Kalih GM o żywotności aż 80 milionów kliknięć. Jeżeli dbacie o sprzęt pod względem nierzucania, to śmiało możecie być pewni, że na dobrych, ale naprawdę dobrych kilka lat ta myszka Wam posłuży. Nie potrzeba też zbyt wiele do aktywacji tych głównych klików. 

Jeśli chodzi o scrolla, to ten chodzi po prostu dobrze, aczkolwiek jest w nim wyczuwalny lekki opór. Wiemy także, na jakim przełączniku pracuje rolka, a jest nim Huano. W czystej teorii nie powinno być w tym miejscu zawodu. 

W tym miejscu można by także wspomnieć o wymiennych przełącznikach, ponieważ jest to jeszcze swego rodzaju ewenementem w myszkach gamingowych. Postanowiłem jednak, że temu zagadnieniu poświęcę osobny akapit. 

Już w pierwszych wrażeniach pochwaliłem bryłę i zrobię to raz jeszcze. Myszka trzyma się pewnie i dłoń nie ulega zmęczeniu. Dzięki wykończeniu urządzenia praktycznie w całości matem ręka się nie poci, tak więc jest to dobra propozycja dla graczy, którzy kochają długie sesje przed ekranem monitora.  

Wymienne przełączniki

Wymienne przełączniki w klawiaturach to już swego rodzaju normalność. W przypadku “maszyn do pisania” efekt “boom” już przeszliśmy i do niego przywykliśmy. W kontekście myszek natomiast jest to jeszcze zaskoczenie, a wręcz nowość. Kiedy przełączniki w gryzoniu padają, gracze zazwyczaj podejmują się jednej z dwóch sytuacji: albo próbują jeszcze oddać gdzieś do naprawy myszkę albo po prostu ją wyrzucają i kupują nową. 

Natomiast przy Dream Machines DM7 Switch warto jeszcze na starcie tego zagadnienia zwrócić uwagę, że przełączniki Kalih GM mogą pochwalić się żywotnością do nawet 80 milionów kliknięć. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na inne, to twórcy z Polski taką możliwość przewidzieli. Wspomniane przełączniki można zamienić na Huano Blue bądź Omrony, które za jeden kosztują 49 PLN. Czy jednak jest sens, skoro ich żywotność to tylko 20 milionów kliknięć?

Wracając jednak do wcześniejszej myśli, trzeba jasno powiedzieć, że DM7 Switch to najprawdopodobniej pierwsza myszka, w której możemy wymienić przełączniki szybko oraz bez dodatkowych narzędzi. Na samym grzbiecie jest przycisk, który służy do odblokowania obu głównych przycisków. Następnie dochodzi do ich wysunięcia i dostania się do sedna programu. Jednak coś kosztem czegoś, bowiem przycisk do zmiany DPI znalazł się na spodzie.

Oprogramowanie

Niejednokrotnie już wspominałem, że oprogramowanie do sprzętu gamingowego to absolutny must have. Trudno zatem, żeby myszka za niespełna 250 złotych nie miała drajwerów. Jednakże jeszcze niedawno miałem okazję testować Xtrfy M42 RGB i w tym przypadku byłem bardzo zaskoczony, ponieważ programu po prostu nie było. 

Program do DM7 Switch zawiera wszystko, czego potrzeba. Na samym początku zastajemy cztery zakładki: Przyciski, Zaawansowane, Podświetlenie oraz Makro. 

Nietrudno zatem się domyślić, że w tej pierwszej do sześciu przycisków możemy przypisywać przeróżne funkcje, a także tworzyć profile. 

Sekcja “Zaawansowane” to prawdziwa bomba i SAMA nazwa nie wzięła się tutaj z nikąd. Zaczynamy od ustawień DPI, w których poza samą wartością możemy jeszcze ustawić konkretny kolor pod konkretną wartość. Nie zabrakło ustawień osi X/Y. Po prawej stronie natomiast jest coś, co spodoba się każdemu maniakowi. Autorzy sprzętu oddali w ręce użytkowników dostosowanie szybkości raportowania, czułości, szybkości przewijania kółka, szybkości dwukrotnego kliknięcia, LOD-u oraz czasu reakcji przycisku. 

Przechodzimy dalej, gdzie spotykamy się z podświetleniem. Czysto teoretycznie wydawać by się mogło, że to właśnie tutaj ugrzęźniemy pod natłokiem funkcji, a tymczasem poza ustawieniem trybu podświetlenia spośród wyłączonego, prismo, statycznego oraz neonowego, a także szybkości pulsacji nie ustawimy niczego więcej. W ostatniej rubryce natomiast możemy tworzyć makra.

Podsumowanie

Dream Machines DM7 Switch to urządzenie, które na samym starcie może wzbudzać mieszane uczucia. W końcu za tę myszkę trzeba wydać 249 PLN, co z pewnością nie jest niską kwotą. W momencie otwarcia pudełka wiele osób może być wręcz zawiedzionych istną posuchą. 

Jednak okazuje się, że im głębiej w las – tym lepiej. Wysoka cena podyktowana jest przede wszystkim jakością produktu. “Siódemka” została wykończona przy użyciu topowych podzespołów. W końcu na pokładzie znalazł się sensor PixArt PMW3370, przełączniki Kalih GM o żywotności 80 milionów kliknięć czy rolka Huano. W temacie przełączników jednak to nie koniec, ponieważ wielkim przełomem jest możliwość ich samodzielnej wymiany w szybkim tempie bez jakiegokolwiek narzędzia. 

Owszem, że gryzoń posiada niedociągnięcia w postaci przycisku do zmiany DPI na spodzie, zbyt małej eskponacji podświetlenia czy nieco prostego jak na tę półkę cenową oprogramowania. Wydaje się jednak, że producent skupił się stricte na trwałości i funkcjonalności i to mu się jak najbardziej udało.