Respawn.pl

Strona główna » IEM Katowice 2017, czyli Śląsk stolicą europejskiego e-sportu

IEM Katowice 2017, czyli Śląsk stolicą europejskiego e-sportu

Autor: Rafał Rudnicki

Z roku na rok impreza Intel Extreme Masters Katowice jest coraz większa i lepsza. Opuszczaliśmy spodek ze smutnymi minami, myśląc nad tym, co organizatorzy przygotują dla nas za rok.

 

Smutnymi nie dlatego, że impreza była słaba – wręcz przeciwnie. Po trzech spędzonych dniach w Spodku i przyzwyczajenia się do klimatu e-sportu ciężko nam było opuścić to miejsce. W głowie pojawiały się myśli, że na następny taki event będzie trzeba czekać rok. Jednocześnie zaiskrzył płomyk nadziei na coraz więcej wydarzeń tego typu w naszym kraju. Polacy są bowiem głodni sportów elektronicznych, co mogą potwierdzić moje wciąż dzwoniące od przyjemnego hałasu uszy.

1. Brak Virtus.pro odbił się na IEM-ie

Virtus.pro po raz pierwszy od kilku lat nie pojawiło się w Spodku w całym składzie, bowiem – ku zaskoczeniu wielu – odpadli w fazie grupowej. Kto wie, czy kibice nie ponieśliby ich na fali i nie triumfowaliby w wielkim finale turnieju. Szczególnie, jeżeli weźmiemy pod uwagę świetną w ostatnim czasie formę “naszych” zawodników. Niestety, ale zawiniło kilka rzeczy.

Przede wszystkim zbyt duża ilość turniejów w ostatnim czasie i format rozgrywek (o tym za chwilę). Jako topowa drużyna na świecie Virtus.pro nie było w stanie solidnie przygotować się specjalnie pod IEM Katowice 2017, ani też nie zdążyli wprowadzić nieco świeżości do gry. Od czasu powrotu z Las Vegas do podróży do Katowic, TaZ i spółka mieli zaledwie około trzy dni. To zbyt mało by przygotować się do tak ważnego turnieju.

 

Jednocześnie brak legendarnej polskiej formacji nie zabił imprezy. Oczywiście, brak TaZa i spółki na głównej scenie katowickiego spodka miało wpływ na frekwencję (i ilość sprzedawanych na aukcjach biletów w ostatnim momencie), ale Spodek, jak i Międzynarodowe Centrum Kongresowe przez większość czasu trwania IEM Katowice 2017 były wypełnione po brzegi.

Publika – standardowo – dopisała.

2. System rozgrywek nie zadziałał

Do tej pory na turniejach CS:GO widzieliśmy kilka systemów rozgrywek. Standardowa faza grupowa (cztery grupy, cztery drużyny w każdej), System Szwajcarski, czy Round Robin (każdy z każdym). Organizatorzy IEM Katowice 2017 zdecydowali się na zastosowanie tego ostatniego. Dwanaście drużyn podzielono na dwie grupy i nakazano rozegranie między sobą meczów w formacie BO1. W przypadku takiej ilości drużyn teoretycznie miało to sens, ostatecznie jednak wyszło jak wyszło.

Wszystkie zespoły przed imprezą wiedziały z kim zmierzą się w fazie grupowej. Teoretycznie więc mogły się pod nie przygotować… ale tylko teoretycznie. Formatem było tu BO1, w którym o takim, a nie innym wyniku decyduje zbyt wiele czynników – m.in. ekonomia drużyn, strona rozpoczęcia rozgrywki czy wygrane clutch’e. Jeśli weźmiemy pod uwagę, iż każda formacja musi zagrać WSZYSTKIE mecze jednego dnia, sytuacja robi się niebezpiecznie wręcz losowa i tak też było w tym przypadku. Dlatego też mocne ekipy jak Cloud9, SK Gaming, czy wspomniane Virtus.pro zwyczajnie nie dały rady.

Jakby tego było mało, pierwszego dnia byliśmy świadkami tzw. potrójnego remisu (“threeway tie”). Zespoły, po całym ciężkim dniu zmagań musiały… zagrać między sobą dogrywki decydujące o tym, kto awansuje do półfinału. Gdyby znów doprowadzono do remisu, drużyny musiałyby walczyć od nowa.

W Swiss’ie sprawa byłaby jasna, tutaj zaś wszystko się skomplikowało. W dodatku, w Systemie Szwajcarskim drużyny nie mają pojęcia kogo napotkają w następnej rundzie, a jednego dnia rozgrywają tylko jedno spotkanie. Eliminowany jest więc przypadek “gorszego dnia” danych zawodników i każdy otrzymuje równe szanse.

Widok zapełnionego Spodka zachwycał, a z drugiej strony przerażał rozpaczliwie poszukujących wolnych miejsc.

3. Finał Best of Five nie dłużył się

Na scenie e-sportowej Counter-Strike: Global Offensive od pewnego czasu odchodzi się od systemu rozgrywek BO5. Jego niewątpliwą zaletą jest większa pula map w meczu, główną wadą zaś dość długi czas trwania starcia. I faktycznie – finał potrwał około pięciu godzin, a mimo to nie da się w żadnym wypadku mówić o nudzie. Być może wynika to z faktu grających zespołów. Astralis i FaZe pokazali bardzo efektowny styl i było to widać po ilości świetnych zagrań.

Mimo to, jestem za tym, by przy okazji następnych imprez rozgrywano BO3. System jest idealny – nie oglądamy w kółko tych samych map, w dodatku mecze nie trwają po kilka godzin i są świetną rozrywką pomiędzy kolejnymi obowiązkami dnia codziennego.

4. Takich wyników się nie spodziewaliśmy

Jeszcze w końcówce roku ubiegłego roku na szczyt sceny CS:GO wspięło się OpTic Gaming, przez długi czas borykające się z problemami. W finale ELEAGUE Season 2 pokonali aktualnie dominujące Astralis. Niedługo później, z okazji ECS Season 2 dotarli do finału, mierząc się z tą samą ekipą. A potem długo nic – nawet IEM Katowice 2017 tego nie zmieniło.

Podobnie z Ninjas in Pyjamas. W 2016 roku Szwedzi mieli przebłyski świetnej gry, co zaowocowało chociażby triumfem na IEM Oakland 2016. Potem nawet nie zakwalifikowali się na ELEAGUE Major 2017, i szybko odpadli w Las Vegas i Katowicach. Z tą drużyną wyraźnie jest coś nie tak – brakuje jakiegoś spoiwa, a może po prostu magia NiPu przestała już działać.

Z bardziej pozytywnych informacji warto wspomnieć o Fnatic. Powrót legendy w starym składzie przywołał nadzieję na obronienie tytułu z zeszłego roku. Koniec końców ekipa nie wyszła z grupy, ale zaprezentowała się nieźle. Widać było, że Szwedzi potrzebują jeszcze szlifów aby znów grać na najwyższym poziomie. Na ich przyszłe rezultaty patrzymy z pozytywnej strony.

5. Podzielenie IEM-u na dwa weekendy to świetny pomysł

W ciągu dwóch następujących po sobie weekendów odbyły się dwie katowickie imprezy z cyklu Intel Extreme Masters. Jedna poświęcona była League of Legends, druga zaś CS:GO & Starcraft 2. Zmniejszyło to nieco tłumy i kolejki (które i tak były ogromne) i pozwoliło na zorganizowanie innych turniejów towarzyszących oraz dużych targów IEM Expo.

Oprawa audiowizualna w Spodku zachwycała.

Oprócz CS:GO i SC2 codziennie byliśmy świadkami innych turniejów w Międzynarodowym Centrum Kongresowym. W piątek oglądaliśmy triumfujące Team Secret w Intel Challenge Katowice, w sobotę najlepsze zespoły ze sceny e-sportowej Crossfire rywalizowały w ramach IEM Expo Invitational, w niedzielę zaś odbył się finał Pucharu Polski, zabranego do domu przez PRIDE. Oprócz tego przez wszystkie trzy dni trwały rozgrywki w Heroes of the Storm. Jak widać, na nudę nie można było narzekać.

Dziewczyny z Team Secret udowodniły, że jest miejsce dla kobiet w e-sporcie.

Podsumowanie

Organizatorzy wyciągnęli lekcję z zeszłego roku i wiele rzeczy poprawiono. Oczywiście, zdarzały się problemy techniczne w fazie grupowej, jednakże podczas rozgrywanych na Spodku meczów obyło się bez większych problemów. Rozgrywki rozpoczynały się planowo lub z minimalnym opóźnieniem, za to czas zawsze wypełniany był świetnym panelem eksperckim.

Na pewno wybierzemy się tam za rok. Tym razem jednak liczymy na występ Virtus.pro na głównej scenie – wtedy klimat imprezy będzie jeszcze ciekawszy. Osobiście zachęcam wszystkich nieprzekonanych do sprawdzenia tego klimatu na własnej skórze. Katowice i Śląsk są “stolicą” europejskiego e-sportu i miejmy nadzieję, że nigdy się to nie zmieni.