Respawn.pl

Strona główna » Ultralekka i zaskakująca mysz! Recenzja Xtrfy M42 RGB + mouse bungee Xtrfy B4

Ultralekka i zaskakująca mysz! Recenzja Xtrfy M42 RGB + mouse bungee Xtrfy B4

Autor: Krzysztof Sarna

Myszka to według mnie najważniejszy element gier komputerowych. Oczywiście są jeszcze takie, gdzie przydadzą nam się konkretne słuchawki, ale klawiatura nie spełnia aż tak wielkiej roli, jak myszka. Dobranie dobrego gryzonia często stanowi niemały problem, a jednocześnie wielkie wyzwanie. Xtrfy M42 RGB to jednak taki produkt, który może do Was przemówić. W niniejszej recenzji przyjrzymy się także mouse bungee od tego samego producenta, a konkretnie to modelowi B4.

Ultralekka, wykonana z najlepszych podzespołów, z dobrym przewodem, z podświetleniem. Dodatkowe ślizgacze oraz możliwość zmiany rozmiaru przy pomocy dodatkowego korpusu. Tak w skrócie prezentuje się Xtrfy M42 RGB. Jeszcze za mało? To przyjrzyjcie się, jak krok po kroku wypada i wygląda już nie najnowsza, ale nadal jara myszka od szwedzkiego producenta. Następnie “rzucimy okiem” na mouse bungee Xtrfy B4.

Specyfikacja techniczna Xtrfy M42 RGB: 

  • Sensor optyczny: Pixart PMW 3389
  • Regulowanie podświetlenie RGB LED
  • Waga: 59 gramów (nie licząc kabla)
  • Główne przełączniki: Omron, żywotność 20 milionów kliknięć
  • Przewód: 1,8 m Xtrfy EZcord
  • Zakres DPI: 400/800/1200/1600/3200/4000/7200/16000
  • Polling rate: 125/500/1000 Hz

Specyfikacja techniczna Xtrfy B4:

  • Ramię: Elastyczny silikon
  • Baza: Plastik i metalowe obciążniki
  • Spód: Antypoślizgowa guma
  • Waga: 265 g
  • Rozmiar bazy: 80 x 80 x 19 mm
  • Wysokość ramienia: 130 mm

Platforma testowa:

Mysz

Opakowanie

Pudełko, w którym otrzymałem Xtrfy M42 RGB pokryte jest przede wszystkim szarością. Trudno się jednak dziwić takiemu stanowi rzeczy, wszak wersja, którą otrzymałem do recenzji to wersja Retro. Tak więc udziela nam się na głównym planie wykropkowana czcionka, czy także kolory kojarzące się nam przecież z niemodnymi już grami. Sam karton jest naprawdę bardzo mały, wręcz minimalistyczny. Nie skłamię, jeśli powiem, że tych samych rozmiarów używa się chociażby do mniejszych smartfonów.

Na okładce znajdziemy oczywiście zrzutkę przedstawiającą danie główne, a tuż obok możemy dostrzec, że w zestawie jest także zapasowy grzbiet. Poza napisami modelu oraz wersji konsument już na starcie dowiaduje się, że jest to ultralekka myszka gamingowa. Ponadto poniżej są jeszcze cztery kafelki informujące o następujących faktach: urządzenie zostały zaprojektowanie w Szwecji, posiada podświetlenie RGB LED, przewód to Xtrfy EZcord, a także, że rozmiar jest regulowany. 

Po lewej stronie także mamy odbitkę wyglądu myszy, ale już z jej lewego boku, tak więc producent ze Skandynawii zastosował fajny trik, swego rodzaju przestrzenny. Prawy bok to już jednak napisy.

Z kolei na odwrocie zastaniemy specyfikacje gryzonia, które umieściłem na samym początku recenzji. 

Unboxing

Na pierwszy rzut oka, kiedy odwrócimy pudełko, można odnieść wrażenie, jakby to już było otwierane. Sam zresztą tak pomyślałem, kiedy dokonałem podobnego zabiegu. Jednak po chwili dostrzegłem po bokach plasterki taśmy, które w porównaniu do tańszych propozycji przyprawiały mnie o zdumienie (tak, tak wiem – to bardzo drobny szczegół). 

Odklejenie tych plasterków było bardzo przyjemnym procesem. Nie było potrzeby wkładania siły, co ma miejsce w tej zwykłej, najklasyczniejszej taśmie. Od razu po rozdzieleniu dwóch części pudełka, w tej dolnej moim oczom ukazała się myszka. Co ciekawe, w górnej części tej przestrzeni zastałem jeszcze dwa keycupy, co było wielkim zaskoczeniem. No bo jak to, keycupy w zestawie z myszką? A jednak! 

Na pochwałę zasługuje także górna część górnego pudełka, ponieważ to właśnie tam umiejscowiona została gąbka, której zadaniem ma być amortyzacja i ochrona przed ewentualnymi przemieszczeniami produktu podczas transportu. 

Na tym jednak unboxing “eMCzterdziestkiDwójki” się nie kończy, ponieważ w zestawie jest także drugi korpus oraz stylowa, czarna koperta z miałym napisem “Xtrfy”. W środku dojdzie do spotkania z krótką instrukcją, zapasowymi ślizgaczami oraz niemałą naklejką. 

Pierwsze wrażenia

Nie mogę przejść obojętnie wobec wagi, która robi nieopisane wrażenie. Słowa producenta na opakowaniu o tym, że mysz jest ultralekką, nie poszły w las. 59 gramów bez przewodu to naprawdę niesamowity wynik. 

Szczerze powiedziawszy, jeśli chodzi o jakiekolwiek negatywne odczucia po odpakowaniu, to takich nie miałem. Byłem zaskoczony, o czym zresztą już wspomniałem podczas unboxingu w momencie, kiedy dostrzegłem dwa keycupy. Ludzie, przecież to nie klawiatura, tylko myszka! Z pewnością te albo podobne słowa mogło wypowiedzieć wielu z Was, którzy czytacie tę recenzję, bądź też odpakowywało M42 RGB. Jednakże jest to fajna niespodzianka, a szwedzki producent chciał o sobie dać znać także na naszych klawiaturach, nawet jeśli te są od innych producentów. 

Wielu osobom bezsprzecznie do gustu przypadnie naklejka, ale przede wszystkim zestaw zapasowych ślizgaczy, co robi się już wielkim standardem w gamingowych myszkach. Powiedzmy sobie szczerze, taka marka jak Xtrfy, która cieszy się dużym poważaniem przede wszystkim wśród zawodowych graczy, nie może sobie pozwolić na takie coś, jak brak drugiego kompletu ślizgaczy. 

Kolejne, dobre wrażenie może sprawić fakt, że tak naprawdę myszka nie ogranicza się do jednego kształtu, rozmiaru. To za sprawą dodatkowego grzbietu, dzięki któremu będzie mogli dostosować chociażby wysokość produktu w miejscu, w którym spoczywać będzie nasza dłoń. 

Budowa i wygląd

W kontekście budowy i wyglądu M42 RGB można na dobrą sprawę mówić, mówić i jeszcze raz mówić. Jest to wręcz temat rzeka. Jednakże od tego tutaj jestem, tak więc pozwolę rozpocząć sobie od wyglądu, czyli kwestii nieco lżejszej w porównaniu z budową. Na dobrą sprawę aspekt wyglądu i budowy połączę, przez co będziecie mogli odnieść wrażenie, że oba się przeplatają.

Recenzowana przeze mnie wersja kolorystyczna to Retro. Xtrfy stanęło na wysokości zadania pod względem doboru barw dla takiego zagadnienia, jak właśnie coś starszego. Dlatego też dominującym odcieniem jest szary, ale nie zabraknie czarnego na rolce, czy też przycisków bocznych, klawisza do zmiany DPI czy elementów okablowania w kolorze czerwonym. Tak więc nie jest nudno i jeśli ktoś na retro liczył, to się nie przeliczył!

Spoglądając na samego gryzonia od góry, nie sposób nie dostrzec designu plastra miodu. Dzięki temu nie tylko produkt jest bardzo lekki, raz jeszcze przypomnę, że jest to 59 gramów bez przewodu, ale także nasza dłoń powinna się mniej pocić, o ile w ogóle. Takie rozwiązanie ma jednak jeden zasadniczy i to całkiem niemały problem. Na dłuższą metę na pokładzie podzespołów może zacząć osiadać kurz, pyłki i zabrudzenia, chociaż w momencie, kiedy spojrzymy na to, jak owe komponenty prezentują się w środku, nie powinno być problemu.

Warto zaznaczyć, że urządzenie jest symetryczne, więc wydawać by się mogło, że będzie się nadawać zarówno dla osób leworęcznych, jak i praworęcznych. Wątpliwości zaczynają się w momencie, kiedy dostrzeżemy dwa boczne przyciski po lewej stronie, co raczej wyklucza korzystanie z myszy przez osoby leworęczne. 

Opowiem też o przyciskach, bo ich na samej górze znajdziemy sześć. Dwa główne to oczywiście kliki po lewej i prawej. Trzecim jest rolka, a czwartym ten od zmiany podświetlenia RGB LED. Kolejne dwa to już wcześniej wspomniane kliki boczne, które mogą się przydać przy przeglądaniu internetu. 

Na odwrocie z kolei jest bardzo ciekawie, ponieważ na górze i na dole znajdziemy białe, teflonowe ślizgacze. Z tego miejsca warto zaznaczyć, że w pudełku znajduje się dodatkowy komplet, ale poza głównymi ślizgaczami możemy jeszcze wykorzystać ten wokół sensora. Poza naklejką techniczną, a zasadniczo pod jej spodem, jednocześnie nad sensorem znajdziemy minimalistyczne logo producenta. Z kolei pod sensorem pojawia się miła niespodzianka w postaci napisu “GLHF”. Na tym nie kończy się jednak spód M42 RGB, ponieważ przez fakt, że urządzenie nie posiada oprogramowania, zostały zainicjowane dwa przełączniki. Jeden z nich zajmuje się dostosowywaniem DPI, podczas gdy drugi próbkowaniem. 

Niejednokrotnie wspominałem o wadze. Na jej fakt nie tylko składa się mnóstwo otworów i design na kształt plastra miodu. To także zasługa tego, że gryzoń został wykonany przy pomocy tworzywa sztucznego, a na powierzchni konkretnie spotkamy się z matem. 

Producent tych lotów, jakim jest Xtrfy nie może sobie pozwolić na słaby sensor. Ba! Wręcz będzie robić wszystko, by czujnik był jak najwyższej klasy. Dlatego też w M42 RGB mamy do czynienia z Pixartem PMW 3389, który jest uznawany aktualnie za jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy sensor optyczny na rynku. 

Testowana przeze mnie myszka to nie tylko wysoka jakość pod względem czujnika, ale także innych komponentów, jak chociażby przełączniki. Pod głównymi przyciskami znajdują się Omrony, dzięki którym nie powinniśmy się martwić o wytrzymałość. 20 milionów kliknięć według producentów to absolutne minimum. 

Kto czyta moje recenzje, ten doskonale wie, że jestem przewrażliwiony na punkcie przewodów. Xtrfy M42 RGB to myszka, która wręcz ujęła mnie pod tym względem. Kabel jest na tyle lekki, że kiedy weźmiemy go do dłoni, to ledwo odczuwamy, że coś w niej mamy. Producent ze Szwecji postawił na autorski oplot, który sprawia wrażenie sznurówki. Tak więc EZcord, jak najbardziej na plus! Całość jest zakończona pozłacanym złączem USB typu A, a na czerwonej złączce ujrzymy jeszcze logo marki. 

W pudełku znajdziemy jeszcze jeden korpus, dzięki któremu możemy lekko zmodyfikować kształt i rozmiar myszki. Różnica w wysokości pomiędzy obiema to równe 2 milimetry na wysokości ścięcia. Dzięki takiemu zabiegowi powinny odnaleźć się zarówno osoby z mniejszymi, jak i większymi dłońmi. 

Działanie, użytkowanie

Na starcie tego akapitu pozwolę sobie rozpocząć od sensora, który i tak jest z pewnością znany przez wszystkich zajawkowiczów myszek gamingowych. PMW 3389 uważane jest za najlepszy czujnik i trudno się z tym sprzeczać. Dzięki temu sensorowi nie doświadczy m akceleracji i interpolacji. Cieszy także uniwersalność, ponieważ gryzonia miałem okazję testować na trzech podkładkach i ten czuł się na każdej z nich dobrze. Od razu poruszę temat przełączników przy głównych klikach. Te z początku sprawiają wrażenie chodzących lekko, ale kiedy przychodzi moment aktywacji, wówczas trzeba włożyć to minimum siły.  Małym zaskoczeniem okazało się to, że przyciski główne nie były wcale takie głośne.

Szeroka gama zakresu DPI pozwoli każdemu wybrać coś dla siebie. Wszystko zaczyna się od wartości 400, a kończy aż na 16000. Jednakże niewykluczone jest, że dokładną czułość i tak będziemy musieli dostosować w grze. 

Rolka chodzi lekko, ale wyczuwalne są skoki. Dobrze, ale twardo i zarazem ciężko przychodzi wciśnięcie rolki. Podobnie zarazem jest z guzikiem od zmiany podświetlenia. Te nieco twardsze przyciski zostały przełamane przez te boczne, które zostały skomponowane w sam raz. 

Myszka bardzo dobrze chodzi dzięki kapitalnemu przewodowi i trzeba to zaznaczyć. Przede wszystkim trudno o to, by ten się plątał. Jest lekki i po prostu dobrze pływa po myszce, z czym inne produkty lubią mieć problem.

Myszka nie zaskakuje pod względem wielkości i jest po prostu mała. Pomóc w tym wszystkim może drugi grzbiet, dzięki któremu nie tylko nasza dłoń spoczywać będzie nieco wyżej. Korpus jest także ścięty, dzięki czemu jest po prostu dobrze. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to po prostu do szerokości. 

Nie można zapomnieć o podświetleniu, które dodaje dużego uroku całemu sprzętowi. Ująć wiele osób może zwłaszcza widok światełek w samym środku. Niesamowicie wręcz wygląda logo producenta w stylu retro, gdy do tego doliczymy jeszcze oświetlenie. Trzeba przy tym wspomnieć o wielkim minusie, jakim jest brak oprogramowania, przez co wszystkim musimy zarządzać z poziomu myszki…

Podsumowanie

Testować takie myszki jak Xtrfy M42 RGB to istna przyjemność. Dawno nie miałem okazji spotkać się z, prawie że doskonałą myszką. W końcu zastosowano tu najlepszej jakości podzespoły, dzięki którym precyzja to oczywista oczywistość. Sama wersja kolorystyczna Retro to już w ogóle odjazd! Na tym jednak moje słodzenie się nie kończy, ponieważ waga 59 gramów nie licząc przewodu to coś wręcz imponującego. Przewód również nie jest ciężki, a co więcej – został wykonany bardzo dobrze.

Z mniejszych, ale także zaskakujących plusów z pewnością należy doliczyć dodatkowy korpus i zapasową parę ślizgaczy. Dwa keycupy, to już po prostu niespodzianka, która nie wpływa na ogólną ocenę zestawu, aczkolwiek sprawia, że użytkownik się uśmiechnie i powie: “Kurde, mają rozmach te chłopaki z Xtrfy, dobrze robią!”.

Niektórym do gustu może nie przypaść design na kształt plastra miodu i szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię. Co prawda podzespoły zostały zabezpieczone przed uszkodzeniem na skutek kurzu czy zabrudzeń, jednakże nie unikniemy tego, że w środku po prostu będzie brud, a czyszczenie wcale nie będzie należeć do najprzyjemniejszych.

Dla mnie osobiście największym minusem okazał się brak oprogramowania. Absencja software’u to niemałe utrudnienie, ponieważ wszystkich konfiguracji musimy dokonywać z poziomu myszki. Warto z tego miejsca także dodać, że w obecnych czasach program uzyskamy nawet przy myszkach za pięćdziesiąt złotych. 

To kupić, czy nie kupić? Jeśli chodzi o wersję retro, to jej ceny rozpoczynają się od 280 złotych. Warto jednak pamiętać, że w innych wersjach kolorystycznych, ten sam sprzęt można dostać już od niecałych 240 PLN. Co prawda nie są to małe pieniądze jak na myszkę, ale kiedy zwrócimy uwagę na fakt, że zastosowane zostały tu najlepsze komponenty, a ogólna jakość wykonania również jest dobra, wówczas warto wydać takie środki. M42 RGB to produkt, którego nie powstydziłby się niejeden progamer. 

Mouse Bungee

W zestawie z myszką otrzymałem jeszcze mouse bungee oznaczone modelem B4. Co ciekawe, także w wersji kolorystycznej retro! Pierwsze zaskoczenie po wzięciu pudełka do rąk? Kurde, ale to ciężkie! Nie ma się co specjalnie czarować, jednak już na dzień dobry w specyfikacji możemy odczytać, że produkt waży 265 gramów. 

Opakowanie

Na okładce pudełka w prawym górnym rogu znajduje się logo szwedzkiego producenta. Na pierwszym planie znajduje się jednak zdjęcie przedstawiające danie główne. Do tego pojawiło się pięć kolorowych pasków i napisy pixelową czcionką, a także zaznaczenie, że mouse bungee zostało zaprojektowane w Szwecji. Na odwrocie z kolei spotkamy się z wymiarami w graficznym stylu oraz specyfikacją. Na kartonie zdecydowanie dominuje szary.

Unboxing

Z tyłu pudełka spotkamy się z dwoma plastrami taśmy, jednakże wystarczy zerwać tylko jeden, by dostać się do środka opakowania. Na pierwszy rzut oka naszym oczom ukaże się baza, która jest jeszcze w folii. Z kolei pod kartonikiem producent postanowił umiejscowić krótką instrukcję, naklejkę oraz czerwone ramię. 

Budowa

B4 jest zbudowane w bardzo prosty, ale jednocześnie urzekający i ciekawy sposób. Sam spód to szary kwadrat, który jednak swoje waży i przełoży się na sukces pod kątem antypoślizgowości. Tym bardziej przecież, że pod spodem mamy gumę, przez co przesunięcie całego bungee może stanowić wyzwanie. Wracając jeszcze na górę, ciekawa w designie jest góra, która jest chropowata, a jednocześnie wzorkowa, wszak są tu prostokąciki. Na prawym boku znalazło się czarne logo, a na samej górze haczyk na przewód. 

No i oczywiście otwór na ramię, które w nie będzie aplikować. Ramię jest koloru czerwonego i jest gumowe. Twardością i sztywnością charakteryzuje się na dole. Miększe z kolei jest na samej górze, to przecież logiczne!

Użytkowanie

Tak jak wspomniałem we wstępie – mouse bungee od szwedzkiego producenta może pochwalić się dobrą antypoślizgowością. Dzięki gumie, ale przede wszystkim sporej wadze nie musimy się martwić o to, że podczas gwałtowniejszego ruchu produkt się przesunie, przez co i nasz celownik podczas świetnej akcji pójdzie w inną, niż sobie zamierzaliśmy stronę. 

Najważniejszym aspektem jest jednak to, jak B4 radzi sobie z dystrybucją kabla. Wyżłobiony otwór w górze ramienia jest naprawdę solidny i nie musimy się martwić o to, że przewód po prostu wypadnie. Warto jednak pamiętać o kwestii odpowiedniego dobrania długości kabla, by później nie przejmować się, że go brakuje lub mamy go za dużo. 

Podsumowanie

Xtrfy B4 to po prostu zwyczajne mouse bungee, któremu trudno coś zarzucić. Bardzo dobrze, że autorzy pomyśleli o sporej wadze, bo to jeden z tych aspektów, który bez wątpienia przekłada się na sukces całego produktu. Nie uświadczymy tu kłopotów z wypadaniem kabla, bowiem ten po osadzeniu na ramieniu i w haczyku leży i ani rusz! 

Ceny “BeCzówki” w wersji kolorystycznej retro rozpoczynają się od 75 złotych, tak więc jest to umiarkowana cena, jak za mouse bungee. Nie da się jednak zaprzeczyć, że mogłoby być nieco taniej, a kwota o 20 złotych niższa byłaby już tą atrakcyjną.